Błogosławiony Jan Wojciech Balicki, kapłan (1869-1948)

„Dobrze Panie żeś mnie upokorzył...dobrze, abym doskonalej wierzył, ufał, miłował..."

[z Wyboru pism ks. Jana Balickiego]

Galicyjskie czasy

            Aby poznać i zrozumieć życie człowieka trzeba zrozumieć czasy, w których żył, tym bardziej, jeśli są one już odległe i nieprzystające do znanych nam warunków geopolitycznych i gospodarczych. Mówiąc o wczesnym okresie życia i działalności ks. Jana Balickiego, kiedy zaznaczały się mocno jego związki ze Świlczą (do 1914 roku),

mamy przede wszystkim na myśli rzeczywistość zaboru austriackiego w jego końcowej formie - autonomii galicyjskiej (1866-1918). W okresie tym spolonizowane zostało szkolnictwo, rozwinęło się życie polityczne i kulturalne. W zaniedbanych dotychczas społecznościach miejskich i wiejskich rodził się i zaczynał rozwijać ruch socjaldemokratyczny (1892 r.- Galicyjska Partia Socjaldemokratyczna) i ludowy (1895 r. - Stronnictwo Ludowe). Do nurtu tego włączył się również Kościół katolicki zachęcony encykliką papieża Leona XIII Rerum novarum (1891 r.). Księża coraz częściej zaczęli służyć pomocą ludowi w organizowaniu kółek rolniczych, spółdzielni mleczarskich, kas typu Reiffaisena, ochotniczych straży pożarnych, czytelni ludowych, towarzystw oświatowych oraz szkół. To wszystko zaś ogarniał populistyczny nurt związany z osobą „dobrego cesarza" Franciszka Józefa Habsburga, którego długie panowanie (1848-1916) dawało poddanym poczucie stabilizacji, a kiedy w miarę starzenia się władcy i podupadania imperium habsburskiego władze spuszczały z tonu dając prowincjom pewne swobody polityczne i kulturalne mit dobrego władcy przybrał mocy, a poddani galicyjscy prześcigali się z wiernopoddańczymi hołdami stawiając cesarza Franciszka Józefa w glorii wielkich królów Polski. Zewnętrznym wyrazem kultu cesarza był, popularny w wielu polskich domach, portret starego władcy w mundurze i z charakterystycznymi bokobrodami. Za przykład obrazujący nastroje społeczne Rzeszowa i okolicznych wsi może posłużyć fakt przejazdu cesarza przez Rzeszów we wrześniu 1886 r. Według ks. Zbigniewa Suchego młody Jan Balicki wraz z uczniami gimnazjum miał witać na rzeszowskim dworcu przejeżdżającego monarchę. Tak prasa rzeszowska opisała wyjazd z Rzeszowa cesarz Franciszka Józefa i arcyksięcia Rudolfa:

„[...] Za wiaduktem [w Rzeszowie, przyp. A.Sz.] czekało Cesarza nowe przyjęcie: banderya złożona z 300 wieśniaków na koniach, którzy okrzykiem <<Niech żyje>> powitali pociąg dworski. Ten okrzyk <<Niech żyje>> towarzyszył Cesarzowi aż do granic tutejszego powiatu. Wzdłuż bowiem drogi aż do stacyj w Rudnie i Trzcianie poustawiały się przy drodze gminy z chorągwiami. Na stacyach w Rudnie i Trzcianie zebrały się równie wielkie masy ludności dla powitania przejeżdżającego Monarchy."

[Tygodnik Rzeszowski, R. II, nr 64 (z 18 września 1886 r.), s. 2.]

Czasy nie były łatwe. Polska od stu lat leżała rozgrabiona między trzech zaborców. Liczne zrywy narodowo-wyzwoleńcze zostały krwawo stłumione przez przeważające siły ciemiężycieli. Polacy pod trzema zaborami jedyny ratunek dla narodu widzieli w pracy społecznej dla dobra ekonomicznego i kulturalnego kraju, odzyskanie niepodległości zostawiając na czas bardziej odpowiedni. Najlepsze warunki rozwoju politycznego i kulturalnego istniały zacofanej gospodarczo Galicji.

                                                       Jan Balicki

Jan Wojciech Balicki przyszedł na świat 25 stycznia 1869 roku w Staromieściu. Był szóstym w kolejności dzieckiem Nicetasa Balickiego, zwanego potocznie Mikołajem i jego żony Katarzyny z Seterlaków. Miał trzech braci: Izydora (ur. w 1852 r.), Karola (ur. w 1860 r.), Józefa (ur. w 1863 r.) i trzy siostry: bliźniaczki Antoninę i Rozalię (ur. w 1865 r.) oraz najmłodszą z rodzeństwa Karolinę (ur. w 1871 r.). Ojciec Nicetas - były podoficer armii austriackiej pracujący jako strażnik kolejowy był obrządku greckokatolickiego. Baliccy święta w domu obchodzili w dwóch obrządkach, jednakże ojciec chodził do kościoła a nie do cerkwi i synowie mino iż według zwyczaju powinni przyjąć chrzest w obrządku religijnym ojca ochrzczeni zostali w kościele katolickim.

Nicetas Balicki wraz z rodziną, jak to zwykle w kolejarskich rodzinach bywało, nie mieli stałego domu, przenosząc się na kolejne miejsca - placówki, gdzie Nicetas pełnił służbę. W latach 60. i 70. XIX wieku ojciec znalazł posadę, a rodzina dom na budce kolejowej między Rzeszowem a Staromieściem, gdzie urodził się Jan i trzy jego siostry. Niestety, dom - budka w Staromieściu nie ostała się do naszych czasów, rozebrana w 1921 roku. Ze Staromieścia Jan Balicki uczęszczał od 1876 roku do szkoły ćwiczeń przy seminarium nauczycielskim męskim (odpowiednik dzisiejszej szkoły podstawowej) w Rzeszowie. Ukończył ją w 1880 roku, otrzymał świadectwo i w roku szkolnym 1880/81 rozpoczął naukę w rzeszowskim gimnazjum im. ks. Stanisława Konarskiego. Gdy był w drugiej klasie gimnazjum, w roku szkolnym 1881/82, rodzina wraz z gimnazjalistą Jankiem przeniosła się na placówkę do Świlczy zajmując nieco przestronniejszą budkę kolejową.

W Świlczy

            Okres pobytu młodego Jana Balickiego w Świlczy rysuje szczególną kartę w jego życiorysie, pozytywnie kształtuje jego duchowość. Tu dojrzewa do odpowiedzialnego dorosłego życia i do kapłaństwa. To właśnie w Świlczy kształtowała się osobowość i duchowość przyszłego kapłana przede wszystkim przez dobry przykład rodziców, starszego brata Józef, przyjaciela Walentego Rzucidły i pierwszego ojca duchownego, ks. proboszcza Ignacego Węgrzynowskiego.

            Jak już było wspomniane, w Świlczy Nicetas Balicki objął podobną jak w Staromieściu posadę strażnika kolejowego, zwanego popularnie z niemiecka „wechterem". Oprócz stałej państwowej pensji otrzymał kawał kolejowej ziemi (kolejarze w tych czasach uprawiali fosy ciągnące się pasem wzdłuż nasypu kolejowego), a w wybudowanej obok budki stajence utrzymywali dwie krowy. W gospodarstwie domowym rodziców księdza Jana rolnictwo nie było sprawą najważniejszą, dającą kompletne utrzymanie domownikom. Jak zeznała w procesie informacyjnym Aniela z Lubasów Czachowa (ur. w 1874 r.), żona Tomasza Czacha, bliska sąsiadka Balickich, będąc młodą dziewczyną w miarę potrzeb pomagała Katarzynie Balickiej doić krowy. Tomasz Batóg (ur. w 1871 r.), syn Grzegorza, długoletni organista (1896-1947), a w młodości sąsiad Balickich wspominał, że ojciec księdza Jana przychodził do ich domu kupować produkty żywnościowe dla swej rodziny. Nicetas był człowiekiem bardzo sumiennym, dobrym i pobożnym. Gdy pewnego razu wybuchł w Świlczy groźny pożar, a on mając wartę nie mógł opuścić swej budki, ukląkł i żarliwie modlił się o ratunek i pomoc dla poszkodowanych dalszych sąsiadów. Również matka, Katarzyna, dawała swym dzieciom wzór dobrego życia. Młody Jaś Balicki widywał matkę modlącą się na klęczkach i ze łzami w oczach w komórce - wierną ewangelicznej nauce, aby modlitwa czyniona była nie na pokaz, a we własnej izdebce, w ukryciu. Oboje rodzice wychowywali swe dzieci, pokazując im prawdziwe życie chrześcijańskie oparte o zasadę „módl się i pracuj". Błogosławiony Jan pociągany takim przykładem szczególnie umiłował Boga swą wrażliwą duszą.

 Jan Balicki od wczesnych lat szkolnych był ministrantem, bacznie obserwował czynności liturgiczne, a nawet jako młody chłopiec próbował się ich uczyć przez naśladowanie. W domu wygłaszał kazania dla rodzeństwa. Miał w Świlczy gimnazjalnego kolegę, Walentego Rzucidłę, nieco starszego, z którym razem służyli do mszy św. Razem też w brzezinkach rosnących przy torze kolejowym urządzili sobie szałas („jatę"), w którym przy zaaranżowanym ołtarzyku gromadzili swych rówieśników i dzieci ucząc ich pieśni kościelnych i katechizmu oraz wspólnie się modląc.

Ludzie, którzy w swym życiu zetknęli się z młodym Janem Balickim wystawili o nim jak najlepsze świadectwo. Takim widział go kolega z klasy gimnazjalnej, późniejszy kierownik szkoły w Sokołowi Małopolskim, Stanisław Jaworski:

„[...]Jako student, jako kolega był młodzieńcem o prześlicznym charakterze religijno-moralnym, na wskroś prawy i uczciwy, nieskalany w myślach, słowach i uczynkach. Duch Boży przenikał wszelkie jego poczynania, nader poważnie patrzył na świat, odróżnić potrafił blichtr od prawdy i o prześlicznej dziewiczej swej duszy należał do tych, na których oko Boże spoczęło! [...]"

                        [List - wspomnienie p. Stanisława Jaworskiego, emer. Kierownika szkoły Sokołowie, kolegi sługi Bożego, [w:] O słudze Bożym ks. Janie Balickim wspomnienia osób świeckich, mps w Rektoracie Wyższego Seminarium Duchownego w Przemyślu.]

Również świlczanie zeznający w procesie informacyjnym widzieli w młodym Janie niezwykłego młodzieńca, wyróżniającego się dobrocią, pokorą i cichością, który nikomu nie wyrządził zdanej przykrości, nie kłamał nawet dla żartu. Z rękami złożonymi do modlitwy widywano go i to nie tylko w kościele. A bywał codziennie na mszy św., w niedziele dodatkowo także na nieszporach, nosząc pod pachą niemodną wśród młodzieży, dużą książeczkę do nabożeństwa.

Bóg nie oszczędzał swego sługi Janka w doświadczeniach życiowych. Gdy miał piętnaście zmarł mu ukochany brat Józef - 21-letni młodzieniec, student drugiego roku prawa. Pogrzeb miał miejsce 6 kwietnia 1884 roku na cmentarzu parafialnym w Świlczy (fotografia istniejącego do dziś nagrobka była prezentowana w zimowym wydaniu „Trzcionki"). Dwa lata później, 21 maja 1886 roku, na tym samym cmentarzu wygłosił pożegnalną mowę swemu przyjacielowi Walentemu Rzucidle, współtowarzyszowi młodzieńczych zabaw, z którym snuli poważne plany wstąpienia do seminarium duchownego. Walek Rzucidło umierając miał 20 lat i był uczniem siódmej, przedostatniej klasy gimnazjum. Nagła śmierć, pełnych życia i bogatych w górnolotne plany młodych ludzi, bliskich sercu Janka nie pozostała bez echa. Nie zachwiała jednak osadzoną głębokimi korzeniami w Bogu duchowością. Przeżyty ból i rozterki duchowe zatopiły go bardziej w modlitwę, pracę i naukę. Był bardzo pilnym uczniem. Zdając maturę w czerwcu 1888 roku uzyskał bardzo dobre wyniki. Wśród 26 abiturientów, jako jeden z siedmiu, otrzymał świadectwo dojrzałości z odznaczeniem.

W latach 1883-1910 proboszczem w Świlczy był ks. Ignacy Węgrzynowski, kapłan wielkiej świątobliwości i dobroci. Jego postawa, jak się zdaje, miała decydujący wpływ na wybór drogi życiowej przyszłego błogosławionego. Ksiądz Węgrzynowski był pierwszym ojcem duchownym młodego kandydata do kapłaństwa, wzorem kapłańskiej gorliwości i powiernikiem rozterek duchowych. Często Balicki usługiwał mu do mszy św. jako ministrant, później jako kleryk w czasie wakacji i ferii. W tychże okresach odpoczynku, które alumn Jan Balicki spędzał w Świlczy, ks. Ignacy Węgrzynowski zabierał go na plebanię, gdzie na rozmowach spędzali długie godziny. Doświadczony i rozważny proboszcz służył swą ojcowską radą. Ksiądz Węgrzynowski miał również zwyczaj nocować kleryków na plebani. O nocującym na świleckiej plebani Janku Balickim szybko rozeszła się wieść, rozpowszechniona przez przygotowującą mu posłanie gospodynię księdza proboszcza, że młody kleryk dla umartwienia się ściągał wygodny materac, śpiąc na gołych deskach.

Po czterech latach studiów seminaryjnych (1888-1892) Jan Wojciech Balicki został w katedrze przemyskiej wyświęcony na kapłana. Ceremonii dokonał 20 lipca 1892 roku biskup Łukasz Solecki. Msza prymicyjna, którą odprawił 24 lipca w drewnianym kościele ŚŚ. Szymona i Judy w Świlczy była wielkim wydarzeniem w życiu ówczesnych mieszkańców wsi. We mszy św. wzięli udział licznie mieszkańcy wsi tak, że ścisk był w kościele duży. Na uroczystą Mszę św. zjechali zapewne księża z sąsiednich parafii, dekanatu głogowskiego, do którego należała wówczas parafia Świlcza. Rodzina oraz niektórzy sąsiedzi dostali od prymicjanta piękne obrazki: mężczyźni - Serce Pana Jezusa, kobiety - Niepokalane Serca Maryi. Po prymicjach neoprezbiter Jan spędził w Świlczy, jak się okazało, ostatnie wakacje. Już w sierpniu 1892 roku objął jako wikary pracę w parafii Polna.

Spędzone w Świlczy lata były niewątpliwie najważniejszym okresem w życiu młodego, wrażliwego człowieka (między dwunastym, a dwudziestym drugim rokiem życia), kiedy przechodząc z dzieciństwa do dorosłości, dojrzewał do kapłaństwa i świętości.

                                               Święty kapłan

W czasie pełnienia obowiązków wikarego w parafii Polna (1892-1893), leżącej przy ówczesnej granicy z diecezją tarnowską, wykazał się dużą delikatnością w stosunkach z ludźmi, wyczuleniem na problemy społeczne oraz pomysłowością w ich rozwiązywaniu. Szczególnie ważna i przynosząca sukcesy okazała się walka, jaką wydał młody kapłan pladze pijaństwa szerzącej się we wsi. W ciągu krótkiego duszpasterzowania udało mu się doprowadzić do wykupienia i zamknięcia jednej z czterech karczm wiejskich, a dzieło, które rozpoczął uwieńczone zostało wykupieniem i zamknięciem kolejnych trzech już przez jego następców.

W latach 1893-1897 odbywał studia teologiczne na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie, gdzie wybijał się gorliwością do pracy naukowej, zapałem i umiłowaniem modlitwy. Studia zakończył uzyskaniem doktoratu z teologii i bakalaureatu z filozofii i prawa kanonicznego. W czasie jego pobytu w Rzymie rodzice przenieśli się ze Świlczy do Staromieścia. W niedługo potem, w roku 1895 zmarła matka, Katarzyna. Ksiądz Jan bardzo ciężko przeżył jej śmierć, tym ciężej, że ze względów ekonomicznych nie mógł przyjechać na pogrzeb.

Po powrocie do Przemyśla objął stanowisko profesora teologii dogmatycznej w diecezjalnym seminarium duchownym. Od tego momentu na całe życie związał się z przemyskim seminarium. Przez 37 lat był profesorem seminarium (do 1934 r.), w latach 1927-1934 pełnił funkcję wicerektor i rektora tej zacnej uczelni. Pełnił przy tym wiele innych obowiązków duszpasterskich w diecezji przemyskiej. Był między innymi asesorem konsystorskim, sędzią Sądu Biskupiego, egzaminatorem synodalnym, stał na czele Związku Misyjnego Kleru w diecezji. Przez 10 lat spełniał gorliwie obowiązki kapelana w szpitalu przemyskim, spiesząc z pomocą duszpasterską chorym. Chętnie podejmował trud apostolski głoszenia rekolekcji i misji. Kazanie jego bardzo podobały się wiernym podobnie jak posługa w konfesjonale - ks. Jan Balicki był bardzo delikatny i wrażliwy w sprawach duchowych, umiejętnie potrafił kierować powierzone mu dusze ku pojednaniu z Bogiem. Z rekolekcjami i kazaniami często przyjeżdżał do Świlczy, zapraszany przez ks. Węgrzynowskiego. Tak mówił o jego przyjazdach do Świlczy wspominany już Tomasz Batóg, organista:

„[...] Jak przyjechał to zawsze miewał kazania. Kazania jego bardzo się podobały. Każdy leciał, jak się tylko ludzie dowiedzieli, że przyjechał i że będzie miał kazanie. Mówił ładnie, pobożnie, z uczuciem. Nie krzyczał. Był urodzonym mówcą. Był pierwszy do kazań. Jak tu bywał, to miewał zawsze kazania i sumy.

Spowiadał też dużo. Jak siadał do konfesjonału, to miał zawsze pełno ludzi. Czy ludzie lubili się u niego spowiadać, czy też szli z pobożności, tego nie wiem. [...] Ks. Balicki przyjeżdżał do Świlczy, jak długo żył ks. Węgrzynowski, który zmarł w roku 1914. [...]"

[Zeznanie Tomasza Batoga, emer. organisty w Świlczy [z 4 września 1959 r.], [w:] O słudze Bożym ks. Janie Balickim wspomnienia osób świeckich, mps w Rektoracie Wyższego Seminarium Duchownego w Przemyślu.]

Wiele też czasu i sił poświęcił ks. Jan Balicki pracy społecznej, aby według wskazań papieża Leona XIII pomóc warstwom społecznie upośledzonym. Przez rok prezesował Stowarzyszeniu Młodzieży Rzemieślniczej im. Tadeusza Kościuszki, założył Towarzystwo „Przyjaźń" działające wśród grup rzemieślników i robotników. W roku 1904 miało miejsce niezwykłe wydarzenie, które zdumiało opinię publiczną Przemyśla, a jego echo dotarło nawet do Krakowa. Oto gdy w mieszkaniu przy ulicy Węgierskiej (obecnie ul. Grunwaldzka) umierał na gruźlicę młody, 28-letni socjalista przemyski Witold Reger, ks. Jan pospieszył mu z kapłańską posługą. Ponieważ wywodził się on ze środowiska zaciekle ateistycznego nie pozwolono kapłanowi wejść do mieszkania umierającego. Ksiądz Jan nie bacząc na nic, przychodził codziennie pod dom Regera i modlił się za niego. Po kilku dniach na prośbę konającego socjalisty wpuszczono kapłana. Witold Reger do końca świadomy wyspowiadał się i przyjął Najświętszy Sakrament. Gdy umarł ks. Jan Balicki poprowadził kondukt pogrzebowy na cmentarz.

Innym problemem społecznym w Przemyślu, miesicie-twierdzy, przy którym istniał potężny garnizon wojskowy (ok. 130 tyś. żołnierzy), była prostytucja. Z jej tragicznymi skutkami zetknął się ks. Jan będąc kapelanem w szpitalu. Po wielu zabiegach zdołał zorganizować zakład zajmujący się opieką duchową i resocjalizacją kobiet chcących wrócić do normalnego życia. Zakład działał najpierw w Przemyślu przy ulicy Tatarskiej, później na zakupionym 5-hektarowym gospodarstwie w podprzemyskiej wsi Kruhel. Kobiety uczyły się w zakładzie prostych prac domowych: szycia, gotowania, ogrodnictwa itp., co okazywało się być bardzo przydatne dla rozpoczęcia nowego życia.

Jednak to, co najbardziej wyróżniało ks. Jana Balickiego, to jego skromność, cichość, stała gotowość do pójścia z pomocą potrzebującym - czy to materialną, kiedy trzeba było oddać potrzebującemu ostatnią dobrą koszulę lub parę butów, czy duchową służąc w konfesjonale, niosąc Najświętszy Sakrament, głosząc piękne kazania. Wszystko, co czynił, było jedną wielką modlitwą życia, pokornym dźwiganiem krzyży cierpień, gdyż podupadając na zdrowiu, obarczony był coraz większymi cierpieniami. Mottem życia ks. Jana Balickiego były słowa, którymi zaczynał niemal każdą notatek w prowadzonych od 1939 roku szkicach codziennych rozmyślań: „Dobrze Panie żeś mnie upokorzył...".

Ksiądz Jan Balicki zmarł w opinii świętości 15 marca 1948 roku w Przemyślu. Jego kult już od dnia śmierci zaczął się szerzyć w mieście i diecezji przemyskiej. W pogrzebie, który odbył się 18 marca 1948 roku, wzięły udział tłumy ludzi. Wszyscy, którzy go znali chcieli go odprowadzić na przemyski cmentarz. Wśród ludzi powszechna była opinia, że umarł święty człowiek.

Aby rozwinąć w Świlczy kult świętego człowieka

W roku 1959 władze duchowne diecezji przemyskiej na czele z biskupem ordynariuszem Franciszkiem Bardą rozpoczęły trwający 4 lata (do 1963 roku) proces beatyfikacyjny, mający na celu zebranie zeznań świadków mających potwierdzić świętość życia i heroiczność cnót kandydata „na ołtarze". Czas naglił, gdyż niewiele już żyło osób znających ks. Jan Balickiego w wieku dziecięcym i w młodości, a te, które jeszcze żyły były już wiekowe (80-90-letnie) i często schorowane. W trakcie procesu przesłuchano 77 świadków, w tym 4 osoby ze Świlczy. Byli to, wspomniany już Tomasz Batóg, organista, Aniela Czach (z Lubasów), Zofia Czach (z Rzucidłów) oraz Zofia Lachcik (z Rzucidłów). Zebrane akta odesłano w 1964 roku do Rzymu, do Kongregacji dla Spraw Świętych. Odpowiedź Rzymu nie była szybka - jak to w tego typu sytuacjach zwykle bywa - dopiero 1994 roku ogłoszony został dekret o heroiczności cnót księdza Balickiego. Nie mniej jednak opinia świętości sługi Bożego, Jana Balickiego szeroko rozchodziła się po całej diecezji przemyskiej. W jego rodzinnej wsi Świlczy ówczesny proboszcz, ks. Władysław Aszklar, który znał osobiście ks. Jana jeszcze z czasów seminaryjnych, zaopatrując nową świecką świątynię w okna witrażowe (lata 1965-1968), jeden z witraży poświęcił ks. Janowi Balickiemu umieszczając tam wizerunek sługi Bożego.

18 sierpnia 2002 roku Jan Paweł II, papież, podczas mszy św. na Błoniach w Krakowie zaliczył sługę Bożego księdza Jana Balickiego w poczet błogosławionych. Kilka tygodni potem miała miejsce w Przemyślu niezwykła uroczystość - przeniesienia relikwii błogosławionego cmentarza do przemyskiej katedry. W uroczystości wzięła udział delegacja osób ze Świlczy. Począwszy od 1 kwietnia 2003 roku w świleckim kościele odprawiana jest w każdy wtorek nowenna ku czci błogosławionego Jana Balickiego, kapłana.

            Świlczanie pamiętają o swoim wielkim Rodaku. 11 czerwca 2006. mieszkańcy i parafianie oraz władze samorządowe przeżywali podniosłą uroczystość. Na centralnym palcu Świlczy, przed urzędem gminy i szkołą, stanął kamień z tablicą poświęconą pamięci błogosławionego i pokornego Kapłana.  3 sierpnia 2008 r. biskup rzeszowski ks. Kazimierz Górny poświecił na Kamyszynie kaplicę pod wezwaniem bł. księdza Jana Balickiego.

Opracował: Artur Szary

 Bibliografia:

O słudze Bożym ks. Janie Balickim wspomnienia księży, mps w Rektoracie Wyższego Seminarium Duchownego w Przemyślu.

O słudze Bożym ks. Janie Balickim wspomnienia osób świeckich, mps w Rektoracie Wyższego Seminarium Duchownego w Przemyślu.

Wybór pism ks. Jana Balickiego, oprac. o. Joachim Roman Bar, Warszawa 1981.

Ksiądz Jan Balicki (1869-1948). Człowiek oddany Bogu i ludziom, [w:] Chrześcijanie, t. XVI, red. Bohdan Bejze, Warszawa 1985.

Ks. Tadeusz Śliwa, Życie i działalność Czcigodnego Sługi Bożego księdza Jana Balickiego, [w:] Duch Pański posłał mnie. Materiały sympozjum naukowego poświeconego Czcigodnemu Słudze Bożemu księdzu Janowi Balickiemu (14-15.03.1998 r.), red. ks. Adam Szal, Przemyśl 1999.

 

 

 

 

 

jan_wojciech_balicki.jpg

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jan Wojciech Balicki jako młody kapłan. Fot. z przełomu XIX i XX w., w zbiorach Wyższego Seminarium Duchownego (dalej: WSD) w Przemyślu

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

budka_kolejowa_w_swilczy.jpg

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Budka kolejowa w Świlczy - dom, w który w latach 1882-1892 mieszkał błogosławiony Jan Balicki. Fot. z lat 50. XX w., w zbiorach WSD w Przemyślu

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

kosciol_w_swilczy.jpg

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nieistniejący już kościół ŚŚ. Szymona i Judy w Świlczy, w którym w lipcu 1892 roku ks. Jan Balicki odprawił mszę św. prymicyjną. Fot. z lat 50. XX w., w zbiorach WSD w Przemyślu

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

ksidz_jan_balicki.jpg

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ksiądz Jan Balicki wśród dzieci przed katedrą przemyską. Fot. z lat 40. XX w., w zbiorach WSD w Przemyślu

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

pogrzeb_ks._jana_balickiego.jpg

 

 

 

 

 

 

Kondukt pogrzebowy z trumną ks. Jana Balickiego na ulicach Przemyśla (18 marca 1948 r.). Kondukt prowadzi ks. bp Wojciech Tomaka. Fot. w zbiorach WSD w Przemyślu

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

witra_jan_balicki.jpg

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Witraż z wizerunkiem Jana Balickiego, kapłana, wykonany w połowie lat 60. XX wieku dla kościoła parafialnego w Świlczy. Fot. Z. Lis

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

relikwiarz_bl._jana_balickiego.jpg

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Relikwiarz bł. Jana Balickiego z kaplicy na Kamyszynie. Fot. A. Szary