Ksiądz prałat Władysław Aszklar proboszcz parafii Świlcza w latach 1962-1989
Początki
Aszklarowie wywodzą się z Lubatówki (parafia Rogi, odległość 4 km) za Krosnem. Protoplastą rodu był niejaki Äksler, szwedzki żołnierz, który przywędrował w te strony w roku 1657 z wojskami księcia siedmiogrodzkiego Jerzego II Rakoczego. Dziedzic Lubatówki nadał mu łan ziemi - „rolę" wielkości ok. 25 hektarów (według stosowanych obecnie jednostek powierzchni). W późniejszych czasach rolą tą podzielili się trzej braci, potomkowie Äkslera. Ojciec księdza prałata, Franciszek odziedziczył jedną z tych części - 8-hektarowe gospodarstwo. Legenda o pochodzeniu rodu była na tyle silnie zakorzeniona w rodzie Aszklarów i w świadomości parafian, że jeszcze księdza Władysława nazywano w Lubatówce „Władkiem z Roli".
Ojciec księdza, Franciszek Aszklar, był człowiekiem nieprzeciętnym w społeczności rodzinnej wsi - mądrym i obytym w świecie - jeszcze jako kawaler w wieku 19 lat odwiedził Amerykę (w dość powszechnym w tych czasach nurcie emigracji „za chlebem"), poznał szersze światowe horyzonty i nauczył się języka angielskiego. Podczas I wojny światowej służył w armii austriackiej, dostał się do niewoli rosyjskiej i dopiero po wojnie zdołał wrócić do domu. Zdobyta wiedza i doświadczenie pomogły mu w latach 30. XX wieku pełnić przez szereg lat urząd wójta gminy zbiorowej Iwonicz. Dzięki wzorowej, gospodarskiej postawie ojca rodzinie Aszklarów dobrze wiodło się w raczej trudnych społecznie i ekonomicznie czasach dwudziestolecia międzywojennego. Mieli pierwszy w okolicy dom kryty blachą i doprowadzony wodociąg do domu. Na 8-hektarowym gospodarstwie utrzymywali 4 krowy (z częstym przychówkiem) i 1 konia. Ojciec, który przyjaźnił się z dziedzicem dworu w Miejscu Piastowym, panem Trzecieckim, miał przywilej wypasania bydła w dworskim lesie, co było również dużym udogodnieniem w gospodarstwie.
Dzieciństwo i lata nauki
Ksiądz Władysław Aszklar urodził się 19 stycznia 1913 roku jako drugi (starsza siostra, Aniela zmarła zaraz po porodzie) z dziesięciorga dzieci Franciszka i Marii z Albrychtów. Jego pierwsze spostrzeżenia z dzieciństwa to wojenny krajobraz wsi, stacjonujący w Lubatówce, Rogach i w Iwoniczu żołnierze w siwych mundurach armii austrowęgierskiej. To także powrót z niewoli wyczekiwanego i wymodlonego ojca: W niedzielę, kiedy mama była w kościele w Rogach przyszedł jakiś mężczyzna w długim wojskowym szynelu, a kiedy mały, sześcioletni Władek nie mógł rozpoznać w obdartym żołnierzu długo wyglądanego ojca, żołnierz przytulił go do piersi i drżącym głosem z trudem zdołał powiedzieć: „Władziu! Synu!".
Lata szkolne księdza Władysława Aszklara przebiegały w nowej rzeczywistości odrodzonej Polski. Pierwsze cztery lata nauki w szkole powszechnej odbył w rodzinnej Lubatówce. Nauka nie absorbowała wówczas zbytnio młodego chłopca, który chętnie pomagał rodzicom w prowadzeniu gospodarstwa, tym bardziej, że gdy młody Władek był w 4. klasie, ojciec drugi raz wyjechał do Ameryki. A pomagał nie tylko w zajęciach gospodarczych, ale też w prowadzeniu dość oryginalnej poczty lubatowskiej. Pocztę stanowiła skórzana, okuwana torba (skrzynka) z zamknięciem, do której jeden klucz posiadali Aszklarowie, a drugi był w urzędzie pocztowym w Iwoniczu. Ojciec księdza przywoził w niej listy z Iwonicza, a następnie w gronie rodzinnym organizowali doręczanie przesyłek. Bardzo często „listonoszem" bywał kilkunastoletni Władysław, jako najstarszy syn, chcący wyręczyć zapracowanych rodziców.
Szkołę powszechną przyszły ksiądz kontynuował (klasy 5 - 7) w Dukli odległej o 7 km od rodzinnej Lubatówki. Musiał już wtedy mieszkać na stancji. Zasługą ojca było to, że nie poprzestał na tym, kontynuując naukę w gimnazjum św. Kazimierza w Krośnie. Nauka w gimnazjum przypadła na lata 1929 - 1934, ciężki okres kryzysu gospodarczego w kraju. Młody gimnazjalista Władysław Aszklar od początku czynnie zaangażował się w duchowe i kulturalne życie szkoły. Prowadził Sodalicję Mariańską, szerzącą kult Najświętszej Marii Panny, był też prezesem Kółek Kulturalno Oświatowych, koordynując ich pracę i kalendarz spotkań. Egzaminy maturalne złożył w 1934 roku, uzyskując wyniki bardzo dobre i dobre, z fizyki i matematyki został zwolniony z egzaminów ustnych.
Już w gimnazjum dojrzewała w nim myśl o kapłaństwie, jednakże ojciec rozsądnie odradzał mu pochopne podejmowanie decyzji - radził, aby wcześniej odbył służbę wojskową. Po maturze, w wieku 21 lata, stanął więc absolwent gimnazjum przed komisją wojskową i został skierowany do szkoły podchorążych 19. Pułku Piechoty we Lwowie. Tam rozpoczęła się rok trwająca - krótka, ale bardzo ciekawa i ważna przygoda z wojskiem, podczas której ostatecznie wykrystalizowało się powołanie do służby Bogu i ludziom w kapłaństwie. To tam kadet Aszklar szlifował się w posłuszeństwie i wierności, w odporności na trudy dnia codziennego i przeciwności losu oraz odwadze i wytrwałości w dążeniu do celu. Na długich nocnych wartach nie wypuszczał z dłoni różańca, a w wypełnianiu codziennych wojskowych obowiązków towarzyszyła mu szeptana po ciuchu i w myślach modlitwa.
Życie codzienne w lwowskiej podchorążówce było bardzo intensywne i ciekawe. Codzienne musztry, szkolenia, ćwiczenia strzeleckie, fechtunek i jazda konna. Były także większe manewry, na które wyjeżdżali aż na stepowe, nadgraniczne obszary pod Kamieniec Podolski. Jeszcze jeden ważny epizod. W podchorążówce 19. Pułku Piechoty Bóg postawił na drodze życiowej księdza Władysława Aszklara niezwykłego człowieka, kapitana Jana Murata Grankowskiego, polskiego Tatara - szlachcica pochodzącego ze Żmudzi. Jego przykładna postawa - człowieka niezwykle prawego - była wzorem do naśladowania dla wielu podchorążych. Kapitan Grankowski, mimo iż był wyznania mahometańskiego, życzliwie odniósł się do decyzji elewa Aszklara o wstąpieniu do seminarium duchownego - dał mu nawet kilka dni urlopu na wyjazd do Przemyśla. Opinia, którą wydał jako dowódca o swym podwładnym na prośbę biskupa Franciszka Bardy, zadziwiła nawet rektora seminarium skrupulatnością oceny psychologicznej przyszłego kandydata do kapłaństwa. Dodać należy, że była drugą z przyczyn, obok bardzo dobrego świadectwa maturalnego, przyjęcia Władysława Aszklara do seminarium duchownego w Przemyślu, ponieważ o przyjęcie zaczął się ubiegać późno, latem 1935 roku, gdy było już po egzaminach wstępnych, a limit 30 alumnów przyjętych na pierwszy rok został już wyczerpany.
Już w Przemyślu, jako kleryk, stykał się wielokrotnie z emerytowanym wówczas rektorem przemyskiego seminarium, niedawno wyniesionym na ołtarze, błogosławionym Janem Balickim. Jako „seminaryjny fryzjer" został wyznaczony do strzyżenia księdza Jana. Jak wspominał, ks. Balicki był wzorem pobożności, postawy służebnej wobec Boga i bliźnich, był dla niego ideałem kapłana. Ksiądz Aszklar jest przekonany, że to właśnie błogosławiony Jan sprowadził go do Świlczy - miejscowości gdzie się wychowywał i dojrzewał do kapłaństwa, gdzie miał też mszę prymicyjną. Jako proboszcz parafii Świlcza ksiądz Władysław sprawił mu witraż w nowym kościele, na długo zanim ksiądz Jan został ogłoszony błogosławionym. Nauka w seminarium duchownym trwała wówczas pięć lat, zatem w przypadku księdza Władysława miała się zakończyć, według planu, w 1940 roku.
Kapłan
1 września 1939 roku wybuchła wojna. Na wieść o zbliżającym się froncie biskup Franciszek Barda podjął decyzję o sprowadzeniu z wakacji alumnów czwartego roku i udzieleniu im, po krótkich rekolekcjach, w trybie nadzwyczajnym święceń kapłańskich. Tak się też stało i 10 września w katedrze przemyskiej odbyły się niezwykłe święcenia kapłańskie, w których tle słychać było zbliżające się odgłosy kanonad armatnich. Wśród 24 wyświęconych neoprezbiterów był ksiądz Władysław Aszklar i przyszły biskup przemyski Bolesław Taborski oraz przyszły profesor teologii moralnej Jan Jakubczyk. Kiedy wracał jako świeżo wyświęcony kapłan na piechotę do rodzinnej Lubatówki przez Dynów, widział już panoszących się Niemców, pierwsze aresztowania Żydów - w powietrzu dawało się wyczuć zapach nowych, germańskich porządków. W domu rodzice i rodzeństwo zaskoczeni byli faktem przyspieszonych święceń - ale radość mszy prymicyjnej, która odbyła się w kościele parafialnym w Rogach, przygłuszała wojenna troska o resztę rodziny - bracia i szwagier księdza nie wrócili jeszcze z frontu.
Ponieważ biskup nie mógł przydzielić neoprezbiterom z wrześniowych święceń odgórną decyzją parafii, polecił im tylko szukać sobie „proboszczów dobrej woli", którzy by ich przyjęli do swych parafii. Ksiądz Władysław pierwsze miesiące kapłaństwa spędził w rodzinnej wsi i parafii - mieszkał w domu rodziców, codzienne odprawiał mszę świętą dojeżdżając konno do kościoła w Rogach. Pierwszą placówką, przydzieloną księdzu przez władze kościelne, była niedaleko położona Kombornia, przepracował w niej do końca okupacji, łącznie 5 lat i 2 miesiące. Po Komborni, w 1944 roku, pracował kilka miesięcy jako wikary w Krościenku. W tym czasie, na skutek toczących się krwawych walk sowiecko - niemieckich w okolicach Krosna i Dukli (wrzesień 1944 roku) spalone zostało całe gospodarstwo Aszklarów wraz z ich domem rodzinnym. Ponieważ po tragicznym pożarze rodzina nie mogła sobie poradzić ekonomicznie, tym bardziej, że ojciec, główna podpora rodziny od 1940 roku już nie żył, ksiądz Władysław dostał od biskupa przemyskiego rok urlopu na zaopiekowanie się najbliższymi. W czerwcu 1945 roku w Państwowym Urzędzie Repatriacyjnym wymienił rodzinną ziemię na 16-hektarowe, nowoczesne poniemieckie gospodarstwo we wsi Łochowo pod Bydgoszczą.
W diecezjach gnieźnieńskiej i chełmińskiej
Do Łochowa pod Bydgoszcz ks. Władysław Aszklar przeniósł całą najbliższą rodzinę, sam podjął pracę wikariusza w 42 tysięcznej parafii Św. Trójcy w Bydgoszczy (diecezja gnieźnieńska). W bydgoskiej kilkusettysięcznej metropolii mocno i aktywnie zaangażował się w prace duszpasterskie. Szczególnie leżała mu na sercu pomoc ludziom dotkniętym różnorakimi nieszczęściami - takich w powojennej Polsce jakże było wielu! Na tym gruncie realizował się przede wszystkim, prowadząc bydgoskie Stowarzyszenie Świętego Wincentego a Paulo. W Bydgoszczy zasłynął również udanymi rekolekcjami wielkopostnymi (1946 r.), które przeprowadził jako kapelan szpitala zakaźnego wśród tzw. kobiet upadłych, które podczas wojny poplątały swe życiowe ścieżki.
Służąc ubogim w stowarzyszeniu Świętego Wincentego a Paulo poznał rektora seminarium pelplińskiego (diecezja chełmińska), ks. Kazimierza Kowalskiego. Podczas wojny ukrywał się on w dworze w Pełkiniach koło Jarosławia, co dodatkowo zacieśniało więzy sympatii między nim a młodym wikariuszem z diecezji przemyskiej. Kiedy ksiądz Kowalski został powołany przez papieża Piusa XII na urząd biskupa ordynariusza diecezji chełmińskiej, lecz było to jeszcze nieoficjalne (in pecto) - wtajemniczył w tę decyzję ks. Władysława Aszklara, prosząc go jednocześnie o posłuszeństwo należne ordynariuszowi - przejście do jego diecezji i kontynuowanie dotychczasowej dobrej pracy na Bożej niwie. W diecezji chełmińskiej ksiądz Władysław został po raz pierwszy proboszczem, w siódmym roku kapłaństwa (w 1946 roku) - rzucony został na szerokie wody, obejmując równocześnie trzy parafie: Rumian, Rybno Pomorskie i Koszelewy (w pobliżu historycznej miejscowości Grunwald), rozrzucone w promieniu kilkunastu kilometrów, skupiające w sumie około 7,5 tysiąca dusz. Podołać duszpasterskim obowiązkom mógł tylko dzięki motocyklowi, który kupił mu i podarował biskup Kowalski.
W parafii Rumian, w której mieszkał, rozpleniły się bardzo dzikie króliki, do tego stopnia, że podkopywały i przewracały pomniki na cmentarzu. Ksiądz Władysław wstąpił więc do miejscowego koła łowieckiego, kupił broń i wspólnie z parafianami rozpoczął walkę z króliczą plagą. W okolicy były też pokaźne kompleksy lasów państwowych z dużą ilością zwierzyny płowej. Kiedy koło łowieckie, któremu patronował ksiądz proboszcz, wystąpiło do władz o przyznanie odstrzałów na grubszą zwierzynę, uprawnienia na broń gwintowaną z lunetą przyznano tylko księdzu Aszklarowi, ponieważ miał on kwalifikacje wojskowe.
W diecezji chełmińskiej ks. Władysław Aszklar mógł zostać na stałe, lubiany i ceniony przez biskupa ordynariusza, jako wprawny organizator życia religijnego na tych na wskroś misyjnych terenach zamieszkałych przez Kaszubów i nowo przybyłych na poniemieckie gospodarstwa Polaków. Sam nie był do końca przekonany, gdzie jest bardziej potrzebny, czy w nowo organizowanych, potrzebujących kapłanów parafiach diecezji chełmińskiej, czy w diecezji przemyskiej, z której wyszedł i której więcej przecież zawdzięczał? W roku 1948 dostał już od biskupa Bardy propozycję powrotu do diecezji przemyskiej i tworzenia nowej parafii - Parafii Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Niechobrzu. Decyzja zapadła dość nieoczekiwanie - Matka Boża sama wybrała organizatora swej parafii! Ogarnięty pasją łowiecką sporo polował z parafianami, a w czasach, kiedy ciężko było dostać naboje, myśliwi sami zmuszeni byli sobie produkować domowymi sposobami ładunki. Pewnego razu zbyt silny ładunek zrobiony z poniemieckiego prochu strzelniczego eksplodował rozrywając strzelbę a miedziany odłamek z łuski utkwił księdzu Władysławowi w kości oczodołowej. Kiedy w szpitalu konsylium lekarskie zdecydowało usunąć prawe oko, aby móc uratować, również zagrożone oko lewe, ksiądz modlił się żarliwie o wyzdrowienie do Matki Bożej Nieustającej Pomocy. W dniu planowanej operacji, rano podczas zmiany opatrunku ksiądz Władysław z niebywałą radością i siłą w głosie wykrzyknął: „Ja widzę!". Tego dniacały szpital - personel i pacjenci przychodzilina salę, gdzie leżałksiądz,oglądać to, powszechnie odebrane jako cudowne, ozdrowienie. Nawet młody ubek, któremu dziewczyna wypaliła kwasem oczy płakał w tym dniu u kolan księdza. Po cudownym uratowaniu wzroku ks. Władysław Aszklar przysiągł Matce Bożej utworzyć jej parafię w Niechobrzu.
Niechobrz
Orędownikiem utworzenia niechobskiej parafii był, pochodzący z Niechobrza, kanclerz biskupa Franciszka Bardy, ksiądz Edward Chrzanowski. W końcu lat 40. XX wieku na polu przekazanym Kościołowi przez Franciszka Ziemniaka niechobrzanie pod patronatem księdza Chrzanowskiego wybudowali kaplicę pod kryptonimem „owczarni". Już wtedy były opory władz w wydawaniu zezwoleń na budowę kaplic i kościołów.
Jesienią 1948 roku ksiądz Władysław Aszklar objął parafię w Niechobrzu. Wieś końca lat 40. XX wieku nie przypominała dzisiejszego Niechobrza. Drogi były zabłocone, okoliczne pola, łąki i ogrody zabagnione, wzdłuż dróg porozrzucane były marne, drewniane domki. Ksiądz Władysław obejmując placówkę, nie miał na początku nawet gdzie mieszkać. Zamieszkał czasowo w szkole. Po roku wyremontował dom rodzinny Franciszka Ziemniaka - donatora parafii, zamieszkał w nim opiekując się jego starą, samotną matką. Ziemniak przebywał na stałe w Ameryce, a zapewnienie opieki staruszce było dla niego szczególnie istotne.
Pierwszy proboszcz Niechobrza, ks. Władysław Aszklar od razu wziął się z właściwą sobie werwą do pracy. A pracy było sporo. Trzeba było organizować nową parafię - uzyskać zgodę na odłączenie wsi Niechobrz od parafii Zgłobień, rozbudowywać kościół i całe zaplecze plebańskie: plebanię i budynki gospodarcze. Nie było to łatwe w czasach, kiedy księża zaczynali natrafiać na coraz to większe trudności ze strony władz komunistycznych. Problemy dodatkowo potęgowały trudności w zaopatrzeniu w podstawowe materiały budowlane. Ksiądz Władysław chcąc rozpocząć konieczne i duże inwestycje budowlane, zaczął od założenia parafialnej cegielni (w okolicy było sporo dobrej, czerwonej gliny).
Podczas 14 lat proboszczowania w niechobskiej parafii (1948 - 1962) zdołał osiągnąć bardzo wiele. Pod jego opieką katechetyczną były trzy szkoły (32 godziny lekcyjne w tygodniu), do tego kierownictwo nad rozpędzoną, sporą machiną inwestycyjno - budowlaną: pracująca na pełnych obrotach cegielnia, stale rozpoczynane nowe budowy i przebudowy. W tym czasie zdołał wybudować plebanię, solidną oborę i stodołę (dziś zaadoptowane na dom rekolekcyjny), kaplicę cmentarną, dom dla zakonnic, do zastanej kaplicy - „owczarni" dobudował zakrystię i wieżyczkę, aby bryłą coraz bardziej przypominała kościół. W jego marzeniach i planach była budowa okazałego kościoła - sanktuarium maryjnego. W tym celu przysposabiał materiał: cegły, drut zbrojeniowy, wapno. Okazało się to ze wszech miar niemożliwe wobec narastającej, bezpardonowej walki reżimu socjalistycznego z Kościołem. Ani księdzu Władysławowi, ani jego następcy, ks. Józefowi Musze nie udało się wybudować nowego kościoła, a obecne sanktuarium stanowi rozbudowany - poszerzony o boczne nawy kościółek - budowany jako owczarnia.
Działalność księdza Władysława Aszklara jako proboszcza niechobskiego to w największej mierze praca duszpasterska - opieka duchowa nad całą parafią. Sprawowanie liturgii, codzienna służba w udzielaniu świętych sakramentów, głoszenie kazań i katechez - te podstawowe posługi kapłańskie wypełniał wzorowo, za co do dziś jest życzliwie wspominany przez pamiętających go niechobrzan. Zaznaczyć trzeba, że już wtedy zasłynął jako dobry kaznodzieja i misjonarz, często podejmujący trudy głoszenia rekolekcji i misji w szerokiej okolicy. Pod koniec lat 50. XX wieku głosił m. in. rekolekcje w Świlczy, do której po niedługim czasie trafił wyrokiem Bożym jako jej proboszcz.
W Niechobrzu, mimo nader częstych konfliktów z komunistycznymi władzami (dwukrotnie podejmowano próby eksmitowania księdza z parafii, nieskuteczne dzięki zdecydowanej postawie jego i rzeszy parafian), udało się w ciągu tych 14 lat stworzyć solidne podwaliny duchowe i materialne pod tętniącą życiem wyrosłą na potęgę parafię ze znanym i często nawiedzanym sanktuarium maryjnym. Ksiądz proboszcz Władysław Aszklar musiał zostawić swe „dziecko" - niechobską parafię w 1962 roku przymuszony narastającymi konfliktami z wydziałem wyznań urzędu wojewódzkiego na tle sporu o budowę świątyni w Niechobrzu.
Świlcza
Parafię Świlcza objął ksiądz Władysław Aszklar po ks. Janie Ramockim, proboszczu w latach 1957 - 1962, budowniczym obecnego kościoła parafialnego. Miał zatem zasłużonego poprzednika - a że w naturze jego leżało ustawianie poprzeczki wyżej - chciał zrobić więcej dla Boga, Kościoła i parafii. W Świlczy stanął z początkiem września 1962 roku. We wrześniową niedzielę wprowadzony został przez świlczan w wieńcu do kościoła. W pierwszym kazaniu oddał hołd postawie swych wielkich poprzedników, świleckich proboszczów, którzy do tej pory prowadzili parafię przez różne zakręty historii. Złożywszy parafianom obietnicę kontynuowania rozpoczętych inwestycji budowlanych, dzielnie i ochoczo przystąpił do pracy podejmując coraz to nowe wyzwania niemalże do ostatnich dni proboszczowania - do przejścia na emeryturę w 1989 roku. Pierwszą inwestycją (1963/1964 r.) było zniwelowanie i ogrodzenie terenu kościelnego. Było to konieczne, ponieważ mury potężnego kościoła stojącego na osuwisku zaczęły pękać. Sprowadzono w tym celu bloczki wapienne aż z Bolesławca (kamień odporny, podczas erozji cementujący swą nawierzchnię) i na solidnych, głębokich fundamentach wykonano ogrodzenie kościoła - szczególnie od zachodu wzmacniając skarpę, żeby się nie osuwała. W kolejnych latach ksiądz proboszcz Władysław Aszklar nadał kościołowi Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w Świlczy obecny wygląd. W latach 1965 - 1968 świlecka świątynia otrzymała 27 kolorowych witraży przedstawiających wizerunki świętych i sceny biblijne, w roku 1967 organy 16-głosowe, a w 1969 nowe ołtarze. W 1971 roku artysta malarz Stanisław Jakubczyk (brat wspomnianego wyżej księdza Jana) z dużym rozmachem wykonał polichromię ścienną, zawierającą mozaikowe wyobrażenia scen nowotestamentalnych. (Jakubczyk wykonał polichromię w kilkunastu kościołach diecezji przemyskiej wówczas rozbudowywanych m.in. w sanktuarium Maryjnym w Tarnowcu i we Frysztaku, namalował też obraz bł. Jana Wojciecha Balickiego na krakowskie uroczystości beatyfikacyjne.) Na przełomie lat 70. i 80. XX wieku ksiądz Aszklar ogrodził i poszerzył cmentarz wbudowując równocześnie dom pogrzebowy. W tym też czasie, w roku1979 i 1980, dzięki jego staraniom parafia Świlcza zyskała dwa nowe dzwony, którym nadano imiona dawnych patronów parafii: Szymona i Judy Tadeusza (300 kg) oraz papieża Polaka, Jana Pawła II (700 kg). Dopełniając ostatecznych prac wykończeniowych doprowadził ks. Władysław Aszklar do konsekracji świleckiej świątyni w dniu jej patronki, 15 sierpnia 1981 roku, w święto Matki Bożej Zielnej. Przed odejściem na emeryturę zdołał jeszcze, w latach 1981 - 1988, wybudować i poświęcić kościół filialny w Woliczce. Jak sam wspomina w parafii Świlczy, liczącej około 3400 dusz w czasie prowadzenia prac budowlanych parafianie przepracowywali rocznie średnio tysiąc dniówek, zatem każdy mężczyzna jeden dzień w roku przepracował na parafialnych budowach.
Z punktu widzenia duchowego istotniejsze są osiągnięcia ks. Władysława Aszklara na duszpasterskiej niwie. Jak już było wspomniane, ksiądz Władysław jest kapłanem obdarzonym wyjątkową swadą kaznodziejską. Wygłaszając okolicznościowe kazania, potrafi jeszcze dziś wyciskać słuchającym łzy i zginać kolana zatwardziałym grzesznikom. Pomaga mu w tym zapewne jego bezpośredni, przyjacielski sposób nawiązywania kontaktu. Podczas pięćdziesięcioletniej służby kapłańskiej (do przejścia na emeryturę w 1989 roku) wygłosił ponad 60 rekolekcji i misji w różnych parafiach diecezji przemyskiej, a jako emeryt służył nadal swym parafianom przez głoszenie m.in. kazań pasyjnych i okolicznościowych - świątecznych. W latach proboszczowania w Świlczy wprowadzał soborowe (Sobór Watykański II 1962 - 1965) osiągnięcia Kościoła. Nie była to tylko kwestia liturgii, mszy w języku polskim czy pozycji celebrującego kapłana przodem do wiernych, ale przede wszystkim nowego współdziałania Kościoła hierarchicznego z Ludem Bożym. Ksiądz Władysław zmieniał mentalność parafian, szlifował ich otwartość na liturgię, przyjmowanie świętych sakramentów, współodpowiedzialność za sprawy Kościoła i parafii. Było to niezwykle trudne zadanie - wychowania nowego, chrześcijanina w czasach, kiedy komunistyczne władze przypuszczały coraz to nowe ataki w walce o „dusze obywateli". Sukcesy duszpasterskie były zauważalne już wtedy, w coraz ciaśniej wypełnianej świątyni podczas mszy świętych, częściej nawiedzanych konfesjonałach i wreszcie, częstszym przyjmowaniu komunii świętej. Kiedy w czasach poprzedników księdza Aszklara w statystykach podawano 8 - 10 tysięcy rozdanych komunii świętych rocznie, to już w czasie jego duszpasterzowania liczba ta wzrosła 5-krotnie do 40 - 50 tysięcy.
Jubilat
W 1989 roku ks. Władysław Aszklar przeżywszy 76 lat, w tym 50 w kapłaństwie, przeszedł na zasłużoną emeryturę. Przeniósł się z plebani na wyremontowaną własnym sumptem starą wikarówkę. Ukochawszy Świlczę, ją właśnie wybrał sobie na ostatni port swojego życia. W 1991 roku ojciec święty Jan Paweł II mianował ks. Władysława Aszklara prałatem papieskim, z prawem noszenia czerwonego pasa i biretu. Jak sam podkreśla, wśród świlczan czuje się jak w rodzinie. W prowadzeniu domu pomaga mu młodsza siostra, Helena Olszewska.
Opracował: Artur Szary
1934 rok. Władysław Aszklar, maturzysta krośnieńskiego gimnazjum, z wpiętym w klapę marynarki znaczkiem członka Sodalicji Mariańskiej
Alumni Seminarium Duchownego w Przemyślu w latach 1935 – 1939. Czwarty od lewej kleryk Władysław Aszklar (obok – w okularach, kleryk Jan Jakubczyk)
Pamiątkowa fotografia prymicyjna przed kościołem parafialnym w Rogach. Obok neoprezbitera siedzą rodzice: Maria i Franciszek Aszklarowie. Spośród druhen, pierwsza z lewej, siostra Helena Aszklar (obecnie Olszewska)
Proboszcz parafii Świlcza. Lata 60. XX wieku
Przyjęcie z okazji jubileuszu 60-lecia kapłaństwa ks. prałata Władysława Aszklara. Na prawo od jubilata siedzi bp Edward Białogłowski i ks. infułat Józef Sondej. Świlcza 12 września 1999 r.
Prałat papieski ks. Władysław Aszklar u progu jubileuszu 90-lecia urodzin. Świlcza 2002 r.