Za wielką wodę... Emigracja ze Świlczy do Stanów Zjednoczonych Ameryki u schyłku XIX i w 1. poł. XX

Ważnym zagadnieniem w XX-wiecznych dziejach Świlczy była emigracja zarobkowa. Miała ona podstawy wybitnie ekonomiczne, wynikające z rozwarstwienia gospodarstw i dużego przyrostu demograficznego na przełomie XIX i XX wieku. Globalnie wychodźstwo z Galicji zapoczątkowane po 1880 roku odbywało się w dwóch zasadniczych kierunkach i formach: jako emigracja do Stanów Zjednoczonych Ameryki (czasowa lub stała) i krajów Ameryki Południowej (głównie Brazylii) - jak mawiano „za wielką wodę" oraz do pobliskich krajów europejskich - Saksonii i Prus, a także Francji - emigracja wyłącznie sezonowa.

Najlepiej uchwytnym, mającym także największe znaczenie ekonomiczne i społeczne, było wychodźstwo do Stanów Zjednoczonych Ameryki. Pierwszy okres żywiołowej emigracji do USA trwał do roku 1924. Wtedy to Amerykanie zaniepokojeni masowym napływem emigrantów wprowadzili ustawę przewidującą wydawanie 165 tys. wiz rocznie. Wizy dzielono proporcjonalnie pomiędzy poszczególnymi grupami narodowościowymi.

 

Droga do „ziemi obiecanej"

Wyjazdy zarobkowe organizowane były przez agentów (często pochodzenia żydowskiego) i były z góry zakontraktowane. Dochodziło przy tym do nadużyć, które wychwytywała lokalna prasa. Najbardziej drastyczne opisy podróży wychodźców z podrzeszowskich wsi dotyczą emigracji sezonowej do Prus. Trzeba przyjąć, że musiało być podobnie w przypadku podróży „za wielką wodę". Podróż rozpoczynała się w Rzeszowie:

„[...] Na dworcu w Rzeszowie siadło we czwartek w nocy kilkaset osób. Wysyła ich właściciel biura wywiadowczego Feniger. [...] Agent poniewiera ludzi, klnie głośno tak, że kilku z obecnych na dworcu chciało na miejscu dać mu wyraźną admonicyę [pouczenie, naganę, przyp. A.Sz.]. Przy boku agenta było 2 stójkowych, nie było natomiast nikogo, ktoby stawał w obronie znieważonych wychodźców. Wielu z wychodźców w ostatniej chwili przed wsiadaniem do pociągu energicznie zażądało wydania im w ręce kontraktów i agent wydać je musiał. Transporty takie odbywają się codziennie[...]."

 [Głos Rzeszowski, R. IV, nr 11 (z 18 marca 1900 r.), s. 3.].

W tym kontekście zrozumiałe jest żywe zainteresowanie i moralne poparcie żurnalistów Głosu Rzeszowskiego, kiedy w 1912 roku „Polskie Towarzystwo Emigracyjne w Krakowie utworzyło [...] swoja filię w Rzeszowie pod kierownictwem p. Władysława Biechońskiego inżyniera. Filia Towarzystwa Emigracyjnego w Rzeszowie ul. Krakowska 37. prowadzić będzie biuro pośrednictwa pracy i biuro podróży, w których agendach ukrócić może panowanie rzeszowskich agentów żydów [...]." [R. XVI, nr 9 (z 25 lutego 1912 r.), s. 6].

 

Porty

Dzięki udostępnionym w Internecie zasobom archiwalnym największego portu przyjmującego emigrantów  Ellis Island w Nowym Jorku, mamy lepsze spojrzenie na skalę wychodźstwa zarobkowego. Opublikowane archiwalia dotyczą okresu najbardziej żywiołowej, w zasadzie niczym nieograniczonej emigracji z lat 1892 - 1924. Ponieważ dokumenty emigracyjne do roku 1897 nie ujmowały rodzinnej miejscowości wychodźcy, poszukiwania nabieraj znaczenia dopiero od tegoż roku.

Drogi, którymi świlczanie zmierzali do swej „ziemi obiecanej" były różne. Płynęli statkami - jak mawiali „sifami" (ang. ship - statek) z największych europejskich portów: Bremy, Hamburga, Antwerpii, Kopenhagi, Triestu nad Adriatykiem, Liverpoolu, Southampton, Rotterdamu, Gdańska, Cherbourga, Cuxhawen, Hawru. W latach 1897-1924 daje się ustalić nazwiska 398 świlczan płynących z Bremy i 312 z Hamburga do Nowego Jorku. Były to największe porty pośredniczące w tranzycie emigrantów do Ameryki. Rozmach  i nasilanie się wychodźstwa przez te dwa porty podkreślała Gazeta Rzeszowska już 25 stycznia 1891 r. [R. I, nr 1, s. 4], pisząc: „Według urzędowej statystyki wywędrowało do Ameryki w roku 1890 na Bremę 140 000 osób, więc o 37 000 więcej niż w roku 1899. Na Hamburg wywędrowało 99 000 osób, czyli o 16 000 więcej niż w roku 1899 [...]"

Nie sposób nie zauważyć, iż w wielkich miastach portowych czyhały na nieobytych w świecie emigrantów z galicyjskiej wsi liczne niebezpieczeństwa. Stwarzali je zwłaszcza różnej maści oszuści i złodzieje. Płynąc do Ameryki chłopi zabierali w drogę z trudem uzbierane pieniądze na podróż i zagospodarowanie się. Strata tych pożyczonych lub uzyskanych ze sprzedaży skrawka ojcowizny groszy była szczególnie bolesna. Bardziej niebezpieczna była droga powrotna. Trudniejsze do upilnowania bywały walizki i pozaszywane w wewnętrznej stronie ubrań dolary. Zdarzały się drobne nieszczęścia i większe tragedie - utraty dorobku wieloletniej pracy, zdrowia a nawet życia. Pojętni i zaradni chłopi szybko uczyli się i dostosowywali do trudnych warunków. Kolejne wyprawy „za chlebem" coraz bardziej ośmielały świleckich wychodźców, którzy w coraz większym stopniu nabywali „światowego" obycia.

 

Statki

Statkami, którymi świlczanie płynęli na nowy kontynent były zwykle duże liniowce - okręty zabierające na pokład średnio 2 - 2 i pół tysiąca pasażerów - z czego znakomita większość (w tym także świlczanie) płynęła trzecią klasą. Okrętami które cieszyły się największą popularnością wśród wychodźców, były:

„Amerika" - wyjątkowo niewielki liniowiec, zabierający na pokład 897 pasażerów (w trzeciej klasie tylko 223). Pływał po niemiecką banderą na linii Hamburg - Nowy Jork. W latach 1906 - 1923 przewiózł do USA co najmniej 53 świlczan.

„Barbarossa" - duży okręt pasażerki, zabierający na pokład 2392 pasażerów (w trzeciej klasie 1935). Pływał pod niemiecka banderą na linii Brema - Nowy Jork. W latach 1901 - 1913 przewiózł do  USA co najmniej 43 świlczan.

„Kaiserin Auguste Victoria" - duży liniowiec pasażerski, zabierający na pokład 2996 pasażerów (w trzeciej klasie 2058). Pływał pod niemiecka banderą na linii Hamburg - Nowy Jork. W latach 1906 - 1921 przewiózł do USA co najmniej 39 świlczan.

Amerika i Kaiserin Auguste Victoria należały do armatora „Hamburg Amerika Line", którego wielki znaczenie dla przewozu emigrantów, zwłaszcza tych z Galicji, dostrzegała ówczesna prasa rzeszowska: „Wychodźstwo przez Hamburg jest stale ożywione. [...] Po największej części pełnią służbę na tej linii największe i najpiękniejsze okręty Tow. Hamburg Amerika Linie." [Głos Rzeszowski, R. XVI, nr 49 (z 1 grudnia 1912 r.), s. 6.]

Skupiska świlczan i parafie

Główne kierunki emigracji ze Świlczy do Stanów Zjednoczonych Ameryki w latach 1892-1918 stanowiło pięć przemysłowych miast na wschodnim wybrzeżu: Buffalo, Chester, Detroit, Filadelfia, Niagara Falls. Potwierdzają to wpisy z ksiąg parafialnych. Trzeba tu jednak zaznaczyć, że zaświadczenia odsyłane do świleckiej parafii obejmują tylko część stałego wychodźstwa. Nie wszyscy emigranci  z należytą gorliwością wypełniali praktyki religijne - zwłaszcza jeśli chodzi o korzystanie z potwierdzanych urzędowymi dokumentami sakramentów (śluby, chrzty). Niektórzy świlczanie mogli też zostać członkami Polskiego Kościoła Narodowego, lub nawet innych kościołów i sekt protestanckich, wobec braku w miejscu zamieszkania katolickiej parafii.

Na szczególna uwagę zasługują więc kościoły katolickie we wspomnianych miastach, będące ośrodkami i matecznikami polskości. W Buffalo był to kościół Św. Stanisława, w Chester kościół Św. Jadwigi, w Filadelfii kościół Św. Stanisława, w Niagara Falls kościół Św. Trójcy. Można przypuszczać, że najwięcej świlczan przebywało w Chester. Z lat 1892-1918 w parafii pw. św. Jadwigi miało miejsce 36 ślubów, 9 urodzeń i 4 zgony, które odzwierciedlają wpisy w księgach metrykalnych. Najstarszym kierunkiem emigracji było prawdopodobnie Buffalo, gdzie ochrzczono 4 dzieci świleckich emigrantów w latach 1892-1900.

Emigracja ze Świlczy w Stanach Zjednoczonych Ameryki

śluby (ś), urodzenia (u) i zgony (z) - z pięciu najliczniej reprezentowanych miast

w latach 1892 - 1918

Rok

Miasta

1892-1900

1901-1905

1906-1910

1911

1912

1913

1914

1916

1917

1918

ś

u

z

ś

u

z

ś

u

z

ś

u

z

ś

u

z

ś

u

z

ś

u

z

ś

u

z

ś

u

z

ś

u

z

Buffalo


4







1






















Chester


1


3

2

1

6

3

1

3



14



6



4




1




1


2

1

Detroit




1





1






1



1













Filadelfia





2


1



4



2







1








1



Niagara Falls





1

1


4

1

1


1



1







1

1






1

1

Podstawa źródłowa: Zbiory parafilne w Świlczy, Liber natorum Świlcza 1867-1882; Liber natorum Świlcza 1882-1911; Liber natorum Świlcza 1911-1959; Liber mortuorum Świlcza 1882-1962, Liber copulatorum Świlcza 1891-1930, certyfikaty ślubów, chrztów i zgonów

 

Stosunek Kościoła i polityków do emigracji

Problem emigracji zarobkowej, długookresowej i stałej do USA, miał szerszy wymiar. Dostrzegał go zarówno Kościół jak i politycy - zwłaszcza ci spod chłopskich sztandarów (Stronnictwa Ludowego, późniejszego PSL-u). Hierarchowie Kościoła szczególnie troskali się o stronę duchowego życia emigrantów. Wychodźcy z dala od ojczyzny, od rodzinnej parafii, wciągnięci w codzienny rytm ciężkiej pracy często zapominali o praktykach chrześcijańskich. Społeczności wielkich przemysłowych miast Ameryki nie zapewniały takiej kontroli moralnego życia jak ojczysta wieś. Lukę tę starały się wypełnić powstające i rozwijające się polskie parafie. Nie do końca się to udawało.

Niepokój lokalnych jednostek administracji kościelnej w kraju (diecezji i parafii) miał także wymiar ekonomiczny. Był wywołany wielką skalą wychodźstwa - czasowego lub stałego odpływu znacznej ilości „dusz". Straty te skrupulatnie uwzględniały przemyskie Schematyzmy diecezjalne począwszy od roku 1913, podając liczbę parafian na emigracji. Można się zastanawiać, czy mówienie o stratach ekonomicznych jest wystarczająco uzasadnione. Znaczna część emigrantów utrzymywała związki z rodzinną parafią, chociażby przez pozostające w kraju krewnych. Więź emocjonalna z „utraconą" małą ojczyzną często skłaniała ich do większej ofiarności. Nie sposób pominąć faktu, iż emigranci, którzy na nowym kontynencie „stanęli na nogi" mieli nieporównanie większe możliwości finansowe wsparcia parafii niż ich krewni w ojczyźnie. Dobitnym przykładem było ufundowanie przez świleckich emigrantów, w 1925 roku, dużego dzwonu kościelnego (wagi 450 kg), poświęconego św. Walentemu - patronowi parafii i Matce Bożej Częstochowskiej. Inskrypcja na płaszczu dzwonu głosi: „TE DZWONY ULANE PO WOJNIE ŚWIATOWEJ ZA BP. ANATOLA NOWAKA, KS. JÓZEFA PĄCZKI/ FUNDUJĄ ŚWILCZANIE Z CHESTER PA., HAMMAND IND. I PHILADELPHI R.P. 1925".

Niepokój ludowców (PSL-u) wydawał się być bardziej zasadnym. Wobec względnego przeludnienia Galicji (niedostatek chłopskiej ziemi,  nadmiar rąk do pracy) z kraju wyjeżdżały najodważniejsze i najbardziej kreatywne jednostki, które dla rozwoju polskiej wsi mogły mieć w przyszłości duże znaczenie. Niewiele jednak dawało się zrobić. Mit Ameryki - kraju „mlekiem i miodem płynącego" z roku na rok zyskiwał coraz większe rzesze zwolenników.

 

Wymiar ekonomiczny i społeczny

Jak wszystkie procesy historyczne, również emigracja zarobkowa miała szerokie spektrum oddziaływania. Wywarła wielki wpływ zarówno na wyjeżdżających, jak i na rodzinach pozostających w kraju. Działo się tak w wymiarze materialnym, jak i światopoglądowym. Można zaryzykować stwierdzeniem, że emigracja „za wielką wodę" przeobraziła w znaczący sposób życie świlczan w XX wieku. Zjawiska te należy oceniać wszechstronnie - dostrzegając w nich zarówno dobre, jak i złe strony.

Do tych pierwszych zaliczyć należy poprawę kondycji finansowej emigrantów i ich rodzin. Częsty był model wyjeżdżającego ojca rodziny, który słał żonie i dzieciom pieniądze na pomnożenie gospodarstwa. Emigracja wpływała także na rozszerzenie światopoglądu prostych włościan. Owocowała przeniesieniem na grunt galicyjski podpatrzonych wzorów m.in. w uprawach i budownictwie. Sporadycznie dochodziło nawet do szerszych inicjatyw gospodarczych będących plonem wyjazdu do Ameryki. Tak na przykład w 1901 roku w Świlczy podjęta została inicjatywa gospodarcza. Oto jak opisywał ją Głos Rzeszowski z 6 października 1901 r. [R.V, nr 40, s. 3.]:

 ,,W Świlczy pod Rzeszowem otworzony został sklep i piekarnia. Właściciel chłop, który po dłuższym pobycie w Ameryce gdzie nauczył się piekarstwa, uskładał kapitalik i powrócił do kraju. Za przykładem powinny pójść i inne wsie - a takie przedsiębiorstwa się niezawodnie lepiej opłacą   w mieście, gdzie konkurencja żydowska zabija wprost przemysł i rękodzieło katolickie."

Wzmianka prasowa, utrzymana w duchu popierania inicjatywy katolickich przedsiębiorców, wyrażała uznanie dla świleckiego emigranta, który dobre wzory przeniósł z Ameryki do swojej rodzinnej wsi. Czy podobnych przykładów było więcej? Zapewne tak. Choć nie były aż tak efektowne. Dotyczyły przede wszystkim polepszenia bytu ekonomicznego rodzinnych gospodarstw.

Bywały także nieszczęśliwe przypadki. Zdarzały się osobiste tragedie. W tak wielkiej liczbie włościan - głównie młodych i energicznych - nie zawsze rozsądnych, szukali swych ofiar różni spekulanci i oszuści wyłudzający pieniądze, pełnomocnictwa. Nawet zwykli złodzieje w wielkich amerykańskich i portowych - europejskich miastach, stawali się nie tylko udrękę, ale wręcz wielkim zagrożeniem. Również takie przypadki wychwytywała rzeszowska prasa, ostrzegając przed nimi. Głos Rzeszowski z 16 marca 1913 roku donosił [R. XVII, nr 11, s. 5.]:

W obronie emigrantów. Ze względu na ciągle powtarzające się wypadki wyzysku emigrantów galicyjskich w Stanach Zjednoczonych przez rozmaitych oszustów, którzy wyłudzają  pełnomocnictwa do sprzedania ich własności w kraj, a zatrzymują później pieniądze, zwraca się ponownie uwagę interesowanych na te machinacye oszukańcze rozmaitych agentów, którzy w amerykańskich gazetach polskich zamieszczają anonse, jako notaryusze publiczni, bankierzy prywatni, w rzeczywistości są tylko właścicielami agencyi do sprzedaży kart okrętowych, albo pisarzami pokątnymi. Oszustów tych strzec się należy i nie wydawać im pełnomocnictw na sprzedaż gruntów w kraju."

 

Emigracja w statystykach

Archiwum Ellis Island daje wiele cennych informacji dla zestawień tabelarycznych i graficznych wykresów świleckiej emigracji. Na ich podstawie można przeprowadzić niemałe studium statystyczne, rozmiarami znacznie przekraczające możliwości  edytorski niniejszego kwartalnika. Nie mniej jednak można tu przywołać niektóre prawidłowości z nich wynikające.

Wychodźstwo zarobkowe ze Świlczy do Ameryki przez Nowy Jork miało szczególne natężenie w latach 1906 - 1907, 1909 - 1910 oraz 1912 - 1913. Gwałtownie spadło w roku 1908 i zupełnie zanikło w latach 1915 - 1919, kiedy działania wojenne w Europie i na ziemiach polskich uniemożliwiały zarobkowe eskapady (lata I wojny światowej i walk Polaków o granice niepodległego państwa).

Biorąc pod uwagę płeć i stan cywilny, należy stwierdzić, iż najwięcej wyjeżdżało mężczyzn. Wśród 561 mężczyzn można wydzielić 322 żonatych i 239 kawalerów i chłopców. Wśród 289 kobiet daje się wyróżnić 198 panien i dziewczynek oraz 91 mężatek (jadących głownie z dziećmi do przebywających na emigracji mężów).

Spośród grup wiekowych najliczniejszą stanowili 18-latkowie, których opisywanym czasie (1897-1924) wyjechało aż 98. Kolejnymi w liczebności grupami byli 17-latkowie i 24-latkowie (odpowiedni 48 i 45 osób). Niską tendencję w przedziałach 21-23 lata należy przypisać wiekowi poborowemu i służbie wojskowej, do której młodzi świlczanie byli powoływani.

Dla pełniejszej statystyki emigracji ze Świlczy pożądanym będzie przytoczenie danych liczbowych pochodzących ze  źródeł kościelnych. Według Schematyzmów diecezji przemyskiej na lata drugiej dekady XX wieku, gdy parafię świlecką tworzyła już tylko Świlcza i Woliczka, ilość parafian na emigracji wynosiła: w 1913 roku - 300 osób, w 1914 roku - 416 osób, w 1917 - 451 osób. Stanowiło to pokaźny procent w skali parafii liczącej wówczas ponad 3500 dusz. W kolejno przywoływanych latach procent parafian przebywających na emigracji wzrastał osiągając: 7,4%, 12,2%, 13%.

 

Wnioski końcowe

Emigracja świlczan do Stanów Zjednoczonych Ameryki była u schyłku XIX i 1. poł. XX wieku procesem pożądanym dla wykorzystania nadmiaru rąk do pracy oraz polepszenia ekonomicznego bytu włościan. Rozładowywała napięcia wynikające nadmiernego przyrostu demograficznego. Wyjeżdżający „za chlebem" chłopi nie tylko ustępowali miejsca na ojcowiźnie swoim najbliższym krewnym. Wspierali ich ciężko zarobionymi dolarami. W tej materialnej trosce nie zapominali także o rodzinnej parafii. Częste były powroty z dorobkiem życia aby nabyć gospodarstwo lub odzyskać puszczone w dzierżawę i pomnożyć je. Sprawy zakupu gruntów i rozwijania gospodarstw, w kontekście rozparcelowywanego tym okresie dworu, nabierają szczególnego znaczenia.

Należy pamiętać także o złych stronach zamorskich wojaży. O nieudanych wyjazdach, straconych pieniądzach, utracie zdrowia a nieraz i życia, podczas podróży i wykowania najcięższych prac.

Opracował: Artur Szary

Emigracja ze Świlczy

do Stanów Zjednoczonych Ameryki

w latach 1897 - 1924

Zestawienie wg roku przyjazdu

Rok

Ilość przyjazdów

1897

10

1898

8

1899

27

1900

22

1901

37

1902

27

1903

43

1904

20

1905

41

1906

52

1907

73

1908

5

1909

82

1910

79

1911

42

1912

81

1913

85

1914

10

1915 - 1919

0

1920

8

1921

16

1922

43

1923

37

1924

2

Suma

850

Podstawa źródłowa: Internetowe archiwum Ellis Island (www.ellisisland.org), wg układu nazwisk.

Zestawił: A. Szary

Świlczanie wyjeżdżający do Stanów Zjednoczonych w latach 1897 - 1924

Zestawienie wg płci i stanu cywilnego

Płeć

Ilość

Stan cywilny

Ilość

Kobiety

289

Stanu wolnego

198

Mężatki

91

Mężczyźni

561

Stanu wolnego

239

Żonaci

322

Suma

850

Suma

850

Podstawa źródłowa: Internetowe archiwum Ellis Island (www.ellisisland.org), wg układu nazwisk.

Zestawił: A. Szary

Bibliografia:

·         Zbiory parafialne w Świlczy, księgi metrykalne wsi Świlcza z lat 1882-1959

·         Internetowe archiwum Ellis Island [www.ellisisland.org]

·         Schematyzmy diecezji przemyskiej z lat 1913-197

·         Prasa rzeszowska z lat 1883-1913

·         Józef Burszta, Szkice z dziejów wsi, Warszaw 1955

·         H. Janowska, Emigracja zarobkowa z Polski 1918-1939, Warszawa 1981

·         A. Rowiński, O key, wujowie, [w:] Dymisja dla anioła, Warszawa 1962

·         W. I. Thomas, F. Znaniecki, Chłop polski w Europie i Ameryce, t. I-V, Warszawa 1976

·         A. Szary, Dzieje wsi Świlcz w czasach nowożytnych, Świlcza 2002

 

 

 

 

liniowiec_amerika.jpg

 

 

 

 

 

        Liniowiec „Amerika”, którym od 1906 roku przypłynęło do Nowego Jorku ponad 53 świlczan.  Źródło: www.ellisisland.org

 

 

 

 

 

 

 

 

 

emigranci_na_statku.jpg

 

 

 

 

 

 

 

 

        

 

 

       

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 W drodze do „ziemi obiecanej”. Emigranci – pasażerowie III klasy statku płynącego do Ameryki. Źródło: www.ellisisland.org

 

 

 

 

ellis_island.jpg

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

         Ellis Island. Procedury przyjmowania wychodźców. Źródło: www.ellisisland.org

 

 

 

porty_wyplyniecia_swilczan.jpg

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

        

 

        Drogi świlczan do Ameryki w latach 1897-1924. Oprac. A. Szary

 

 

 

 

swilczanie_w_usa.jpg

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

         Największe skupiska świlczan w USA w 1. poł. XX wieku. Oprac. A. Szary

 

 

 

mapa_buffalo.jpg

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

        Plan gęstej sieci ulic Buffalo w USA z 1896r. – miasta gdzie świlczanie osiedlali się najwcześniej. Fot. archiwum

 

 

 

grupa_swilczan_w_usa.jpg

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

        Grupa świlczan w Ameryce. Stoją od lewej:  (Kazimierz ?) Boczkaj, Jacek Bąk, (N.) Miś, Jan Worosz. Pierwsze lata XX wieku. Fot. w posiadaniu autora 

 

 

 

michal_kogut.jpg

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

          Michał Kogut w Englishtown przy swoim Fordzie 1930 Coupe. Lata 30. XX wieku Fot. w posiadaniu p. M. Trawińskiej

 

 

 

dzwon_ze_swilczy.jpg

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

         Dzwon kościelny ze Świlczy ufundowany w 1925 r. przez emigrantów. Stan obecny. Fot. autor