Ważne miejsce w krajobrazie wsi zajmowała karczma, wypełniając swą rolę gospodarczą i społeczną. Będąc przyczyną pijaństwa chłopów i zubożenia niejednego gospodarstwa, sprawiła, że nazwa jej stała się synonimem upadku moralnego wsi. Jak pisał Zygmunt Gloger, autor Encyklopedii staropolskiej: „Już za doby piastowskiej karczmy pospolite były po wsiach i miasteczkach polskich, jako gospody dla podróżnych i miejsca do narad i biesiad miejscowej ludności."
Pierwsze karczmy pojawiły się w Świlczy zapewne równolegle z lokacją wsi, na przełomie XIV/XV stulecia, jednakże pierwsze źródłowe wzmianki posiadamy o nich dopiero z XVI wieku.
Zachowane z tego okresu rejestry poborowe ziemi przemyskiej (dokumenty o charakterze podatkowym) wymieniają w Świnczy - tak wówczas brzmiała jej nazwa - opodatkowane karczmy w 1515 roku. Takiż rejestr z 1589 roku odnotowuje w Świlczy 3 karczmy [Źródła dziejowe, s. 15 i 137.] Już z XVII-wiecznych dokumentów znamy w Świlczy dwie karczmy (tabernae annuales): karczma „od Trzcianey" i Ratuszna [Rejestr 1628, s. 140; Ustawa, s.10.].
Społeczna rola karczem
Omawiając rolę i znaczenie karczmy w czasach staropolskich (od czasów średniowiecznych do rozbiorów Polski - w Galicji był to rok 1772) należałoby zacząć od przypomnienia jej mniej znanej i zapomnianej już dano funkcji społeczno - politycznej, a precyzyjniej mówiąc - samorządowej. Szeroko już dziś znana, historyczna Ustawa dla wsi Świlczy i Woliczki z roku ok. 1628, w której Mikołaj Spytek Ligęza nadał, potwierdził i rozszerzył prawo i samorządność tychże wsi tak określała miejsce najważniejszych zebrań gromady: „Raz mają rug [sąd, w którym gospodarze zdawali relacje przed urzędem gromadzkim i dworskim z całorocznego gospodarowania, w Świlczy odbywał się „po świętym Marcinie" (tj. po 11 listopada) przyp. A.Sz.] mieć i obieranie sędziów i sądy, przez czas do obierania drugich sędziów, w karczmie od Trzcianey. A drugiego roku albo razu w karczmie w Ratuszney. Tak rug jako i obieranie sędziów i sądy alternatą."[Ustawa, s.10.]. Zastrzeżenie miejsca zebrań do dwóch karczem było spowodowane obawą dworu przed przypadkowym i niekontrolowanym przebiegiem zebrania gromady, sądu czy elekcji urzędników gromadzkich. Kontrolę urzędu pańskiego nad samorządnością wiejską gwarantowały karczmy stanowiące własność dworu Z drugiej strony karczmy były szeroko docenianym miejscem zebrań i narad. W świadomości społecznej było to neutralne miejsce, gdzie narastające różnice zdań, kończące się nierzadko rękoczynami łagodzono rychło przy kubku gorzałki i muzycy dud lub skrzypiec. Zabawy pijatyki sprzyjały bowiem bójkom, lecz dwór - dbał o bezpieczeństwo swych chłopów i przyjezdnych gości. Jakub Kazimierz Haur w Ekonomice pisanej w 2. poł. XVII wieku radził, aby karczmarz wszelkie hałasy zawczasu uśmierzał i narzędzi kaleczące usuwał.
Warto też wspomnieć o tradycyjnym, staropolskim, obyczaju ludowym wstępowania weselników po ślubie na krótką biesiadę do karczmy. W biesiadzie takiej uczestniczył nierzadko jegomość ksiądz, który dawał ślub nowożeńcom, a nawet szlachcic, pijąc pospołu z chłopami.
Gospodarka i ekonomia dworu
Gospodarcza rola karczem wiąże się ściśle z źródłem pokaźnych zysków propinacyjnych ich właścicieli. Otóż świleckie karczmy stanowiły własność dworu, choć w innych wsiach karczmy posiadali też plebani (w świetle obowiązującego prawa feudalnego prawo do wyszynku alkoholu posiadali tylko właściciele ziemscy - głównie szlachta i duchowni). Edykt Mikołaja Spytka Ligęzy z 24 XII 1633 roku wyraźnie wskazuje na to, że karczmy przynosiły dziedzicowi poważny dochód, przez co stanowiły szczególne zainteresowanie dworu:
„Strony karczm, iż naprzedniejszy po flisie [czyt. spławie zboża - A. Sz.] pański prowent z karczmy, tedy powinien urzędnik przestrzegać, aby w niedzielę abo w poniedziałek za tygodnia, co chłop winien kaczmarzowi za gorzałkę i piwo wybierać i kaczmarzowi i żydowi oddawać. A kaczmarz powinien dwa palce podniosszy zeznać, jeśli mu winien, tak, aby się nie wywłoczeli chłopi na długi, ale żeby za każdy tydzień tak kmieć, zagrodnik, komornik, hultaj i gość za tydzień, co winien zapłacieł, czego urzędnik przestrzegać ma. Item tego powinien przestrzegać, aby koleją [czyt. według kolejności - A. Sz.] kaczmarze jeździeli do Głowowa [Głogowa] pilnować sobie robienia słodów i warzenia piwa, żeby dobrze piwo warzono. Item mają na czas po piwo jeździć i nie dopuszczać piwa i gorzałki wozić do wsi." [Ustawa, s. 16.]
Trzeba jednak zwrócić uwagę na fakt, że funkcjonowali w XVII-wiecznej Świnczy gorzelnicy (caldeari vini cremati) w liczbie trzech [Rejestr 1628, s. 140.] zajmujący się „wypalaniem gorzałki". Można zatem przyjąć taką interpretację przywołanych dokumentów, iż karczmarze - dzierżawcy zaopatrywali swe arendy w pobliskim Głogowie (miasteczku, które oczywiście należało do kasztelana Ligęzy), natomiast gorzałkę mieli własnej, wiejskiej produkcji. Musiała zatem istnieć przy dworze lub przy karczmie gorzelnia, lub gorzelnie - warsztaty pracy gorzelników.
W następnych dziesięcioleciach „przemysł propinacyjny" w Świlczy wzbogacił się o własny browar ze słodownią. Metryka Józefińska (1785-1788) wymienia przy świleckim dworze; „Arendę z browarem, słodownią pod jednym dachem, stodołą, stajnią, dwoma brogami. Ogród przy tej arendzie".
Świleccy arendarze
Oto jak przedstawiała się obsada karczem świleckich w ciągu XVII wieku. Karczma Ratuszna należała od 1. ćwierci XVII wieku do Marcina Leby, który „[...] karczmę przezwiskiem Ratus kupnem od sławnej pamięci jegomości pana Wiśnickiego [chodzi o Stanisława Lubomirskiego, właściciela Świnczy przed 1628 rokiem, przyp. A. Sz.], starosty natenczas sandomierskiego, za złotych czterysta kup[ił] [...]" [Księga wójtowsko - ławnicza, s.49]. Dość zawile rysują się losy tejże karczmy w latach 30. XVII wieku. Marcin Lebo prowadząc niejasne i nie do końca legalne interesy, nie zajmował się, prawdopodobnie, osobiście karczmą. Źródła przedstawiają wówczas Jana Guta, pełniącego funkcję arendarza. W dniu 28 marca1631 roku Jan Gut dał sobie zapisać 70 złotych na karczmie, a we wrześniu tegoż roku Jan Gut z żoną Reginą skwitowali Marcina Lebę z karczmy Ratuszney [Księga wójtowsko - ławnicza, s.20 i 26.].
Pod rokiem 1633 Marcin Lebo występował w Księdze wójtowsko - ławniczej dalej jako karczmarz (z „karczmy, która jest w Świnczy na dole"), który „[...] niedostatkiem przyciśniony z karczmy zbiegł zostawiwszy żonę i dzieci [...]". W sytuacji opustoszenia karczmy kasztelan Ligęza osadził na niej gumiennika - Wojciecha Brzanka. Osadzenie na karczmie Brzanka nie rozwiązało problemu z Marcinem Lebą. W 1639 roku pozwał przed sąd zadworny księcia Władysława Dominika Ostrogskiego w Rzeszowie wspomnianego Brzanka mając równolegle proces z Tomaszem Kaługą z Łukawca „o jałowicę ukradzioną". W 1640 roku Lebo zadłużył się na poważną sumę 44 złotych u mieszczanina głogowskiego Jakuba Waczławka [Księga wójtowsko - ławnicza, s. 49 i następne.] Ostatecznie w 1646 roku Marcin Lebo sprzedał karczmę Wojciechowi Wiszowi z Rudnej za 150 złotych polskich. Trzydzieści lat później, w 1676 roku, posunięty w latach Wojciech Wisz „nie mogący dosyć czynić powinności swojego pana", szczególnie, gdy „[...] po nieszczęśliwym, przypadkowym spaleniu [karczmy, przyp. A. Sz.] nie mógł do tego przyść [...]" przekazał karczmę mężowi najmłodszej córki Zofii - Jędrzejowi Gmińskiemu, za 150 złotych polskich (50 złotych polskich, z tej sumy przekazał zięciowi jako wiano córki). W maju 1677 roku Jędrzej Gmiński również „niemogący za dosyć uczynić powinnościom" odstąpił karczmę szwagrowi, mężowi starszej Wiszówny, Wojciechowi Sawale za tę samą sumę (150 złotych polskich) z potrąceniem 21 złotych polskich wniesionego wkładu na remont (odbudowę) karczmy.
Do karczmy dolnej (Ratuszney) przynależał kawał ziemi: „[...] pole półłankowe, miedzy Michałem Kamieńskim, a między Krzysztofem Zającem, drugie Kamyszyn. [...] rola jest między Zającem Krzysztofem a z drugiej strony między Janem Kubiłą" [Księga wójtowsko - ławnicza, s. 57.].
Ze względu na położenie i wagę gospodarczą, karczmę Ratuszną można utożsamiać z istniejącą do 1906 roku, przy gościńcu, karczmą - zajazdem - pochodzącym, według relacji ks. W. Jasionowskiego z XVII wieku. Był to:,,Dom zbudowany z cegły i składał się z dużej izby gościnnej - karczmy z piecem ogrzewalnym i trzech pokoi. Na dachu wznosiła się oryginalna, głowiasta wieża [...]. Stajnia zajezdna zbudowana była z gliny, kryta gontem, przez środek prowadziła długa sień na przestrzał, a po jednej i drugiej stronie znajdowały się stajnie. Do sieni wjeżdżały podróżne, czy pocztowe bryki, karoce, wozy zaprzężone w 4 lub 6 koni. Konie odprzęgano i umieszczano w obok w stajniach, a wozy czyścił i stróżował za opłatą mieszkaniec wioski ze sąsiedztwa, zwany dla swego zajęcia <<Stróżem>> lub <<Strózikiem>>. Po rozparcelowaniu dworu stajnie kupił i rozebrał sąsiedni gospodarz, natomiast dom gościnny podarował zbankrutowany właściciel [właścicielami dworu w Świlczy począwszy od ostatniej ćwierci XIX wieku byli kolejni żydzi, przyp. A. Sz.] miejscowym żydom na bożnicę. Istniała ona do pierwszej wojny światowej, poczym służyła karczmarzowi za dom mieszkalny, który z kolei sprzedany został i rozebrany przez miejscowych ludzi". [Kronika parafii Świlcza, s. 10-11.].
W Świnczy XVII wieku istniała druga karczma, określana jako „górna" (prawdopodobnie tożsama z karczmą „od Trzcianey"). Ta należała przed 1631 rokiem do Stanisława Kozłowicza (lub Kozłowskiego). W tymże roku dzieci zmarłego niedawno Stanisława: Tomasz Kozłowicz i Regina „[...] przedali karczmę górną Janowi Zdunowi za złotych sto, która [...] jest spustoszona". Jan Zdun energicznie przystąpił do podźwignięcia karczmy. W październiku 1638 roku dał sobie zapisać „złotych trzysta okrągłej sumy" za „[...] przybudowanie karczmy swej górnej" [Księga wójtowsko - ławnicza, s. 23 - 24 i 49].
W czasach częstych wojen i niepokojów społecznych również karczmarzom nie zawsze działo się najlepiej. Kiedy wyludniała bądź gwałtownie ubożała wieś, arendarze obciążeni wysokim podatkiem, a niemogący wyszynkować odpowiedniej ilości alkoholu, byli w szczególnie trudnej sytuacji. Tak po zniszczeniu Świnczy spowodowanym przez ostatni najazd tatarski w 1672 roku Jan Zdun, właściciel górnej karczmy, złożył w grodzie w Przemyślu (29 VIII 1673 r.) jurament ( tj. odprzysiężenie dochodu w celu zwolnienia z podatku): „[...] iż we wsi Świnczy od dnia pierwszego maja do dnia ostatniego lipca piwa beczek 8, beczka po złotych 2, gorzałki garncy 10, po złotem i groszy osiemnaście rachując, a nie więcej wyszynkowano" [Akta grodzkie przemyskie, s.126].
Karczma górna była najprawdopodobniej jeszcze w XVIII wieku w rękach Zdunów. W 1763 roku właścicielka Świlczy, Marianna z Ogińskich Potocka rozstrzygała sprawę kmiecej roli nazywanej „karczmarzowską", należącej niegdyś do Jana Zduna, a po nim do jego syna Walentego. Toczył się spór o tę rolę między wdową po Walentym, Katarzyną z Czachów a jej krewnymi, Czachami [Księga wójtowsko - ławnicza, s. 99].
XVIII stuleciu - czasach saskich, upadku gospodarczego i wyludnienia osad, we wsiach coraz częściej zaczynają osiedlać się żydzi, przejmując rzemiosło, przemysł i handel wiejski. W ich ręce trafiają arendy do tej pory dzierżawione przez chłopów. W czasie sporządzania Metryki Józefińskiej, w roku 1788 jednym ze świleckich karczmarzy był żyd - Mośko Sturmwind.
Karczmy w XIX i XX stuleciu
W latach 1803-1804, według pochodzącego z tych lat dokumentu, funkcjonowały w Świlczy 3 karczmy: pod numerem: 39. - leżąca przy gościńcu ze Lwowa do Wiednia - dawna karczma Ratuszna; pod numerem 92. - przy wyjeździe z Małej Strony na Wielką (w miejscu gdzie dziś stoi dom pp. Pinkowskich) i pod numerem 160. - najprawdopodobniej była to karczma znajdująca się na Górze, przy zabudowaniach dworskich. Istnieje też duże prawdopodobieństwo, iż pod ówczesnym numerem budynku 160. kryły się dwa domy szynkowe, które w okresie powstawania katastru (1849-1850) otrzymały wspólny numer 227. (taką interpretację nasuwa specyficzna forma nadania numerów konskrypcyjnych w okresie powstawania Metryki Józefińskiej i nadawania z biegiem lat nowych numerów domów). Zlokalizowane one były w dwóch przeciwległych krańcach wsi. Jeden z nich byłby karczmą górną, mieszczącą się w niedalekim sąsiedztwie dworu, drugi zaś nazwać można za mierniczymi katastru karczmą na Capówce. De facto istniały w XIX - wiecznej Świlczy 4 karczmy, będące własnością dworu. O arendarzach tych karczem nie można się doszukać zbyt wielu informacji. W karczmie zajezdnej, pod numerem domu 39., mieszkał na przełomie XVIII i XIX wieku Andrzej Głowacki, będący pisarzem gromadzkim i nauczycielem szkoły parafialnej (w 1793 roku pod tym numerem domu zmarł Piotr Kudelski, również pisarz świlecki). Nie wiadomo, czy Kudelski i Głowacki byli także karczmarzami lub czy z ramienia dworu sprawowali nad karczmą opiekę.
Karczmę pod numerem 92. posiadał w połowie XIX wieku żyd, niejaki Jakub Bierman, w którego propinacyjnie brzmiącym nazwisku tkwi swego rodzaju nomen omen. W latach 1816 - 1829 w metrykach parafialnych Świlczy pojawiają się dwaj karczmarze: Michał Sapecki i Andrzej Lubas. Trudno na podstawie lakonicznych informacji metrykalnych dociec, czy byli oni karczmarzami równocześnie i w których karczmach wyszynkowali trunki? Ostatnim ujętym w księgach metrykalnych karczmarzem był, w 1. ćwierci XX stulecia niejaki Jan Czyrnik, występujący pod nr domu 3. (przy świleckim dworze). Według kronikarskiej relacji wspomnianego już ks. W. Jasionowskiego karczmarzem świleckim był również żyd Mendel Kukuk, który ok. 1874 roku zakupił majątek dworski Świlczy.
Zachowana w Tekach Schneidra, Fasja z wyszynku gorzałki i piwa z początku XIX wieku daje pewne rozeznanie w kwestii funkcjonowania karczem i ilości wypijanych trunków. W sumie wyszynkowano w Świlczy od 1 listopada 1803 r. do 31 października 1804 r. 2205 garnców gorzałki („szumówki") i 85 beczek piwa. Dokument podający również liczbę rodzin i mieszkańców wsi (1474 dusze) pozwala na orientacyjne przeliczenia statystyczne. Otóż średnia wypijanego alkoholu w ciągu roku wynosiła 5,7 litra „szumówki" i 8 litrów piwa na jedną osobę. W tym samym okresie statystyki propinacyjne w okolicznych wsiach przedstawiały się następująco: Przybyszówka - 1, 4 litra gorzałki i 9 litrów piwa na jedną osobę, Trzciana - 4 litry gorzałki i 10, 3 litra piwa na jedną osobę, Rudna Wielka - 5 litrów gorzałki i 3, 6 litra piwa na jedną osobę, Rudna Mała - 5 litrów gorzałki i 4, 5 litra piwa na jedną osobę, Rogoźnica - 1, 9 litra gorzałki na jedną osobę, Woliczka - 2, 8 litra gorzałki na jedną osobę. Średnia wypijanego alkoholu nie jest do końca miarodajnym przeliczeniem na głowę mieszkańca wsi, gdyż jak widać, większe spożycie trunków było we wsiach, przez które przebiegały ważniejsze, ówczesne, trakty komunikacyjne: w Świlczy, Trzcianie, Rudnej Wielkiej i Małej. We wsiach tych istniały przy gościńcach karczmy zajezdne, gdzie statystyki propinacyjne podnosili goszczący tam podróżni.
Roczny wyszynk gorzałki i piwa w karczmach Świlczy i okolicznych wsi
Źródło: Archiwum Państwowe w Krakowie. Oddział na Wawelu, Teki Antoniego Schneidra, sygn. 1835, k. 15-41. Fasja z wyszynku gorzałki i piwa z roku 1803/1804.
Pijaństwo chłopów
Pijaństwo chłopów począwszy od nastania czasów austriackich (1772 r.) do połowy XIX wieku - zniesienia przymusu pańszczyźnianego w 1848 r., nie było wbrew pozorom tak wielki i groźne, jak by się mogło wydawać (co opisywała do niedawna literatura historyczna). Zarówno właścicielowi ziemskiemu - dziedzicowi, jak i państwu Habsburgów zależało na tym, aby poddani nie byli zbyt rozpici i zdemoralizowani, aby ich gospodarstwa nie popadały w ruinę i w długi tak, aby każda z tych zwierzchności mogła z podległych wsi wyciągnąć, co im się prawnie należało: dwór - robociznę i czynsz, państwo - podatki oraz wyegzekwować służbę wojskową od chłopów. Dworowi jeśli niekiedy nawet zależało na spieniężeniu przedestylowanych nadwyżek zbożowych, miał zawsze wzgląd na to iż priorytetowa dla niego jest produkcja rolna, którą zapewnić mogli stabilni ekonomicznie i moralnie pańszczyźniani chłopi. Stąd też administracja państwowa, której często wtórowali właściciele ziemscy, wydawała rozporządzenia ograniczające wyszynk alkoholi. W Cyrkularzu ze Świlczy zachował się taki uniwersał z 29 lutego 1784: „[...] aby chłopi na borg [czyt. na kredyt, przyp. A. Sz.] nie pili, pod przepadkiem dającego". Ten konkretny przepis miał na celu zapobieżenie zadłużaniu się włościan, a w konsekwencji upadkowi ekonomicznemu ich gospodarstw. Przepis ten wydaje się być podobnym do sto pięćdziesiąt lat starszych przepisów kasztelana Mikołaja Ligęzy (patrz wyżej).
Sytuacja zmieniła się poważnie po zniesieniu pańszczyzny w Galicji (od 1848 r.), kiedy włościanie poczuli się wreszcie wolni, a nadmiar czasu powstały w wyniku ustania powinności pańszczyźnianych zaczęli wykorzystywać w pobliskich karczmach. „Chłopi z radością rozpijali się przesiadując całymi dniami w karczmie. Wiele kmiecych fortun przeszło wówczas w lepsze, energiczniejsze i bardziej pracowite ręce". [Kronika parafii Świlcza, s. 15.].
Karczemne bójki i ekscesy
W karczmach dochodziło nieraz do pospolitych bójek i burd, których prowodyrami byli rozochoceni chłopi. W 1871 roku doszło do nawet do wielkiej tragedii. 23 grudnia, w przeddzień wigilii Bożego Narodzenia, w karczmie w Woliczce pili okoliczni włościanie. Dwóch spośród nich, świlczanie: liczący 32 lata Michał Worosz i Ferdynand Worosz - 23-letni mężczyzna, który niedawno powrócił z wojska, wywołali karczemną burdę, w której: „Dopuściwszy się morderstwa na Izraelitach w karczmie w Woliczce [prawdopodobnie na karczmarzu i jego rodzinie, przyp. A. Sz.], takową spalili i w płomieniach sami śmierć znaleźli. Komisja rewizyjna pozwoliła resztki tych spalonych ciał iżby, jako do nich należące na dniu 4 stycznia 1872 pochować na cmentarzu". [Liber mortuorum Świlcza 1868-1882, s. 21.]. Straszna tragedia, straszne morderstwo, których sprawców na miejscu zbrodni dotknęła sprawiedliwa kara, rozegrała się w karczmie. Związek między działalnością karczmarską, a tragicznym zdarzeniem wydaje się być oczywisty. Podobnie dziesięć lat później, końcem wiosny 1883 roku, w Przybyszówce: „[...] w niedzielę wszczęła się między chłopami w karczmie w Przybyszówce kłótnia, następnie bójka, której ofiarą padł tamtejszy gospodarz Stanisław Kocan okropnie zbity i poraniony. Śledztwo zrządzono a winnych przraresztowano". [Tygodnik Rzeszowski, R. I, nr 23 (z 13 czerwca 1883 r.), s.3.].
W Świlczy w 1874 roku doszło do nieszczęśliwego zdarzenia, które, mimo iż nie związane bezpośrednio z karczmą, rzuca jednak nieco światła na problem spożywania alkoholu w XIX- wiecznej wsi. 28 stycznia tegoż roku zamarzł na śmierć młody chłopiec Wojciech Zwiślak. Urzędnicy gminy zobligowani w takich sytuacjach przeprowadzić dochodzenie, tak zaprotokołowali przesłuchanie ojca zmarłego chłopca, Sebastiana Zawiślaka: „[...] Syn mój Wojciech około 14 lat mający był wysłany od bawiących się na krzcinach u Marcina Lubasa po trunek dla tychże do pobliskiej wioski Woliczki przed zachodem słońca. I gdy przez niedługą chwilę nie powrócił z tem trunkiem, więc ja Sebastian Zawiślak i Tomasz Zawiślak poszli my go szukać i w rzeczy samej znaleźli my onegoż na polu pańskim [czyt. dworskim, przyp. A. Sz.] na drodze leżącego, który był już nieżywy. Znaleźony został dopiero na drugi dzień we czwartek rano.[...]".[Protokół w posiadaniu autora.]. Urzędnicy przesłuchanie konkludowali w ten sposób, że przyczyną śmierci było zamarznięcie, a chłopiec był posłany przez Jakuba i Marcina Lubasów po gorzałkę do Woliczki. Nasuwa się uzasadnione przypuszczenie, że szedł do tamtejszej karczmy, do której idąc dworską drogą nie było daleko.
Przemysł gorzelniany
Rozwijający się i modernizujący przemysł gorzelniany 2. poł. XIX i pocz. XX wieku był poniekąd odpowiedzią dworów na zmieniające się warunki gospodarcze. Po ostatecznym upadku feudalizmu w Galicji w 1848 r. wielcy posiadacze ziemscy zmagali się z problemem ekonomicznego gospodarowania i coraz większych kosztów produkcji rolniczej po utracie darmowych robotników pańszczyźnianych. Sposobem na utrzymanie się w siodle w nowych, kapitalistycznych czasach było rozwinięcie dworskiego przemysłu w oparciu o występujące lokalnie surowce (glinę, drewno, torf itp.) lub produktów rolnych: zboża i ziemniaków - w przypadku gorzelni, tradycyjnych dworskich przetwórni. Przemysłowi gorzelnianemu w XIX stuleciu szedł również w sukurs rozwój nauk chemicznych i technicznych, w szczególności opracowanie nowej technologii destylowania spirytusu.
Jak wykazuje opracowany w ostatniej ćwierci XIX wieku Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, w interesujących nas wsiach istniały trzy gorzelnie, których właścicielami były obszary dworskie. W Przybyszówce posiadali gorzelnię Christiani Grabińscy, w Rudnej Małej przy folwarku Rejterada istniała gorzelnia rodziny Dąbskich (właścicieli dworu w Rudnej Wielkiej) oraz w Trzcianie, gdzie przy folwarku baronowej Ludgardy Christiani Kronwald funkcjonowała gorzelnia i dwie karczmy. Najlepiej zorganizowaną i chyba największą fabryczką była gorzelnia Stanisława Dąbskiego w Rudnej Małej. W 1911 roku, unowocześniona i zmechanizowana, dawała stałe zatrudnienie 5 osobom: 1 majstrowi (urzędnikowi), 4 pomocnikom i 1 uczniowi [Muzeum Przemysłowe, R. IV, nr 7 (z 1911 r.), s. 20.].
Karczmy i gorzelnie w posiadaniu dworów w roku 1890
Lp.
Miejscowość
Właściciel dworu
Karczmy
Gorzelnie
1.
Bratkowice
Aniela, Maria, Zygmunt i Konrad Christiani Grabińscy
2
-
2.
Bzianka
Mejer Brachfeld
1
-
3.
Dąbrowa
Romuald Wojciechowski
2
-
4.
Mrowla z Dąbrami i Otoką
Franciszek i Józefa Dolińscy
2
-
5.
Przybyszówka
Stanisława Christiani
3
1
6.
Rogoźnica z Wolą Cichą
Alojzya hrabina Czernin
2
-
7.
Rudna Mała
Stanisław Dąbski
1
- (?)
8.
Rudna Wielka
Stanisław Dąbski
2
-
9.
Świlcza z Kamyszynem
Dawid Karpf, Chiel Ankraut
1
-
10.
Trzciana
Ludgarda baronowa Christiani Kronwald
2
1
11.
Woliczka
Antoni Krupnicki
1
-
Źródło: Skorowidz dóbr tabularnych w Galicji z Wielkim Ks. Krakowskim, oprac. T. Pilat, Lwów 1890.
Walka Kościoła z plagą pijaństwa
Marazm, jaki opanowywał szerokie rzesze mieszkańców wsi w 2. poł. XIX wieku: pijaństwo, upadek obyczajów, brak perspektyw w związku z nagłym wzrostem demograficznym oraz poważnym rozdrobnieniem i skarłowaceniem gospodarstw, zaczął poważnie niepokoić światlejsze kręgi społeczne, zwłaszcza biskupów i księży. W prowadzonych rekolekcjach i misjach nawoływano włościan do pokuty za grzech pijaństwa. Zakładano bractwa trzeźwości, których członkowie deklarowali w specjalnej księdze abstynencję czasową lub stałą. W tym krucjatowym nurcie powstało również w Świlczy 1875 roku Stowarzyszenia Wstrzemięźliwości od Wódki. Kościół wypowiadał nierzadko otwartą i bezpośrednią wojnę żydom wyszynkującym alkohol, walnie przyczyniając się do zamykania wielu karczem.
Istotniejsza i bardziej efektywna była szeroko zakrojona praca organiczna podejmowana przez poszczególnych proboszczów i wikarych wspólnie z nauczycielami szkół powszechnych -sojusznikami w tej pozytywistycznej walce. Taki miały początek kółka rolnicze, kasy Reiffaisena, spółki mleczarskie i inne towarzystwa samopomocowe, których celem było podźwignięcie ekonomiczne i moralne galicyjskich wsi.
Na przełomie XIX i XX stulecia zaczynała powoli topnieć liczba karczem - zwłaszcza tych żydowskich. Ich handlowa działalność stopniowo była ograniczana przez rozwijające się składnice i sklepy katolickich kółek rolniczych. Zaszczepiane we włościańskich umysłach nowe sposoby gospodarowania (przywożone nierzadko z wypraw zarobkowych zza „wielkiej wody") budziły wiele emocji i oddalały dawny pesymizm, który wcześniej nader często uśmierzano trunkiem.
Ostatnia świlecka karczma
Ostatnia karczma w Świlczy, funkcjonująca w 1. poł. XX wieku, należała do żyda Fischela Katza. Był to jeden z ładniejszych budynków drewnianych w ówczesnej wsi, znajdujący się przy gościńcu krakowsko-lwowskim. (Obecnie w obiekcie tym znajduje się sklep ogrodniczy p. W. Machowskiego). Funkcjonowała ona do początku II wojny światowej i wprowadzenia przez Niemców nowych porządków okupacyjnych. Zwinięcie wyszynku trunków przez „Fiśka"- jak popularnie nazywali swego karczmarza świlczanie - zamykało ostatni rozdział kilkusetletnich dziejów funkcjonowania świleckich karczem. W ciągu XVIII, XIX i 1. poł. XX wieku charakter domom wyszynkowym nadawali ich arendarze, później właściciele - żydzi. Było to zjawisko do tego stopnia powszechne i masowe, że do dziś słowa „arendarz" i „arenda" utożsamiane są z „żydem" i „karczmą". Polityka okupantów hitlerowskich eksterminująca żydów, a później wprowadzenie komunistycznych rządów były pod każdym względem wielkim przełomem dziejów kończącym i zaczynającym wiele rozdziałów w życiu społeczeństw. W wyłaniającej się, powojennej rzeczywistości nie było już miejsca dla karczem - symbolu rozpijania chłopów przez posiadaczy majątków ziemskich. Przez szereg lat zapominano o roli społecznej, jaką przez wieki odgrywała karczma w życiu wsi. Dziś można, a nawet należy ożywić ten zapomniany świat, w którym żyli nasi pradziadowie. Należy krytycznie, ale i życzliwie spojrzeć na jego osobliwe elementy, jak choćby na omawiane tu karczmy i karczmarzy. Być może pewne analogie i podobieństwa, które dostrzeżemy pomiędzy zamierzchłymi czasami, a naszą współczesnością nasuną nam pomysły, pomogą rozwiązać niejeden problem, a przede wszystkim zrozumieć otaczający nas świat, którego nieodłączną cechą są ciągłe zmiany i rozwój społeczny.
Opracował: Artur Szary
Bibliografia:
·Archiwum Państwowe w Rzeszowie, zespół 385. Akta Gminy Świlcza, sygn. 49. Księga wójtowsko - ławnicza (1631-1838), (w tekście: Księga wójtowsko - ławnicza).
·Centralne Państwowe Archiwum Historyczne we Lwowie, Akta grodzkie przemyskie, t. 1078, (odpisy znajdujące się w zbiorach prywatnych prof. dra hab. Józefa Półćwiartka, w tekście: Akta grodzkie przemyskie).
·Centralne Państwowe Archiwum Historyczne we Lwowie, fond 19, opis V. Metryka Józefińska (1785-1788), (odpisy znajdujące się w zbiorach prywatnych prof. dra hab. Józefa Półćwiartka, w tekście: Metryka Józefińska).
·Muzeum Okręgowe w Rzeszowie, Archiwum Społeczno - Historyczne, sygn. Społ. Hist. I/73. Archiwalia z urzędu par. w Świlczy, Cyrkularz (1780-1822), bez paginacji.
·Archiwum Państwowe w Krakowie. Oddział na Wawelu, Teki Antoniego Schneidra, sygn. 1540. Świlcza, (w tekście: Teki Schneidra).
·Zbiory parafialne w Świlczy, Kronika parafii Świlcza (fragmenty spisane przez ks. W. Jasionowskiego ze Świlczy, ur. w 1897 r.), ( w tekście: Kronika parafii Świlcza).
·Rejestr poborowy ziemi przemyskiej 1628, wyd. Z. Budzyński i K. Przyboś, [w:] Polska południowo - wschodnia w epoce nowożytnej. Źródła dziejowe, t. I, cz. 1, Rzeszów 1997, (w tekście: Rejestr 1628).
·Rejestr poborowy ziemi przemyskiej 1658, wyd. Z. Budzyński i K. Przyboś, [w:] Polska południowo - wschodnia w epoce nowożytnej. Źródła dziejowe, t. I, cz. 3, Rzeszów 2000.
·Ustawa dla wsi Świlczy i Woliczki z roku ok. 1628, wyd. A. Kamiński i F. Kotula, Rzeszów 1948, (w tekście: Ustawa).
·Źródła dziejowe, t. XVIII, cz. 1. Polska XVI wieku pod względem geograficzno - statystycznym, t. VII, cz. 1. Ziemie ruskie. Ruś Czerwona, wyd. Aleksander Jabłonowski, Warszawa 1902, (w tekście: Źródła dziejowe).
·K. Mikosz, Świlcza, zarys dziejów do roku 1945 ze szczególnym uwzględnieniem okresu okupacji hitlerowskiej, Rzeszów 1995.
Rozmieszczenie karczem świleckich w XIX i 1. poł. XX wieku:XIX wiek:1 – główna karczma zajezdna, określana w XVII–wiecznych dokumentach jako karczma Ratuszna,2 – karczma górna, 3 – karczma dolna: arenda żyda Jakuba Biermana, 4 – karczma na Capówce (lub karczma Capówka). 1.poł. XX wieku:5 – karczma żyda Fischela Katza (karczma „u Fiśka”).Oprac. i rys. A. Szary.
Typowa karczma polska. Rys. z Encyklopedii staropolskiej Zygmunta Glogera.
Budynek XVIII/XIX–wiecznej gorzelni w Rudnej Małej. Fot. Fr. Kotula 1951 r. Ze zbiorów Muzeum Etnograficznego W Rzeszowie.